🦛 Moje Życie Nie Ma Sensu

Dziś przedstawimy i omówimy 6 oznak tego gdy uważamy, że moje życie straciło sens! 1. Topienie smutków w alkoholu, myśląc że życie straciło sens. Zacznijmy od tego, że każdemu zdarza się wyjść z przyjaciółmi do klubu, czy na drinka i rano obudzić się na niezbyt przyjemnym kacu. Oczywiście nie ma w tym nic złego, jeśli

zapytał(a) o 18:51 Moje życie nie ma sensu. Co robić? W szkole nikt mnie nie lubi, mimo moich starań. W domu jest jeszcze gorzej, rodzice się ciągle kłócą. Źle się uczę, nie mam na nic siły, moje ulubione zajęcie to spanie, bo wtedy nie myślę o codzienności. To pytanie ma już najlepszą odpowiedź, jeśli znasz lepszą możesz ją dodać 1 ocena Najlepsza odp: 100% Najlepsza odpowiedź Polmi odpowiedział(a) o 18:56: Nie zamykaj się i nie staraj. Po prostu zagadaj do kogoś a dalej to już jakoś samo poleci. Spróbuj zmienić coś w sobie, może posłuchaj jekiejś innej muzyki, lub popisz w pamiętniku. Najlepiej napisz na kartce, co ci wyszło dobrze w danym, minionym dniu. Ja tak robię i jestem całkiem zadowolona. Odpowiedzi blocked odpowiedział(a) o 18:57 nie przejmuj się ! ja miałam podobnie .. ; / tylko ze stałam się kobietą dres .. wszyscy się zaczeli mnie bać więc jestem już popularna xdd hehe ; D ejj ! nie mów ze twoje życie nie ma sensu .. wiele jest takich co mają tak jak ty . ! i nie ma co łapać doła . . . chcesz popisać to napisz u mnie na proff dam ci swoje gg , jeśli oczywiście chcesz ; ] . pamiętaj ze masz się tym nie przejmować ! Krucho, znajdź sobie nowych kolegów i koleżanki, może jakieś hobby ? Mam nadzieje że pomogłem. Dasz Naj ? xd Ja mam podobnie, Zawsze słucham wtedy muzyki i przypominam sobie miłe rzeczy i mi na jakiś czas przechodzi zdołowanie. Znajdź sobie jakieś inne ulubione zajęcie i skup się na nim. Uważasz, że ktoś się myli? lub

Read pytania from the story Pierdolnik(czyli moje życie nie ma sensu) by KacperDaryushevich (Metalhead \m/) with 38 reads. życie, fakty, pierdolnik. Mam wiele

Mam 26 lat i jestem świeżo upieczonym mężem (ponad 4 miesiące). Ukończyłem studia techniczne, mam wymarzoną żonę, zdrowie fizyczne i to chyba tyle. Ale po co mi to wszystko? Nie potrafię się cieszyć życiem, dniem codziennym. Nie mam pracy, ponieważ mam wysokie ambicje i nie mogę znaleźć takiej, która by mi odpowiadała. Wiem, że głupi nie jestem, a jednak nie potrafię sobie z tym poradzić. Oto moje "wady": strach przed podejmowaniem nowych działań życiowych, wyzwań, zmian; strach przed skrzywdzeniem swoich bliskich (żony, mamy itp.) - choć nic złego im nie robię to ciągle mam myśli, że na pewno są źli na mnie za to czy tamto (chociaż mówią, że nie są); brak radości z życia - nie czuję żadnych radości, cokolwiek będę robił tylko przygnębienie, dół i brak sensu wszystkiego; niechęć do życia, w głowie ciągle tylko dopatruje się sensu, po co w ogóle żyję, tylko utrudniam innym, zastanawiam się po co moje życie się toczy skoro nie potrafię czerpać z niego żadnych przyjemności i radości, żyć tylko po to żeby doczekać starości i umrzeć to jest bezsensu. Od kilku lat nie widzę sensu mojego istnienia, po co to się w ogóle toczy, życie człowieka w moim mniemaniu jest bez sensu, bo wszystko co ludzkie i ziemskie jest bez sensu! Nic mi się nie chce. Boję się kłaść spać, ponieważ następnego dnia odczuwam to co poprzedniego, czyli smutek i przygnębienie od samego rana, żadnej energii do działania i życia. Gdy nadchodzi wieczór to się troszkę nastrój poprawia i chociażby mam siłę żeby napisać o moim problemie. Nienawidzę kłaść się spać, ponieważ każdy dzień wygląda tak samo, tak jakbym się w nocy cofał w czasie. Wieczorami staram się przedłużyć czas siedząc bezsensownie na kompie czy oglądając TV. Całe życie ojciec wmawiał mi, że nie nadaje się do niczego, że nic nie umiem chociaż miałem dobre oceny w szkole i byłem też niezłym sportowcem. Teraz jego już nie ma, a ja nie potrafię sobie poradzić z moją zepsuta psychiką. Nikt mnie nie rozumie, ponieważ słyszę od żony i mamy słowa, żebym się za siebie wziął, żebym sobie poradził tak czy inaczej. Żebym przestał się martwić. Dla mnie życie to jeden wielki stres, lęk i dół, tylko marnuje czas swój i moich bliskich. Zapewne dostanę odpowiedź, żeby iść do psychiatry, lub inne cudowne porady. Ehhh, bezsensu to wszystko. MĘŻCZYZNA, 26 LAT ponad rok temu Czy autyzm jest wyleczalny? Autyzm to dziecięce zaburzenie rozwojowe. Częściej występuje u chłopców niż u dziewczynek. Sprawdź, co jeszcze warto wiedzieć na temat autyzmu. Obejrzyj film i dowiedz się, czy autyzm jest wyleczalny. Witam! Trudno udzielić mi odpowiedzi, która ucieszyłaby Pana, ponieważ tak naprawdę jest dobrze Panu w takim stanie, jaki jest teraz. Może się Pan swobodnie użalać nad sobą, a tym samym usprawiedliwiać swoje zachowanie. Bo przecież wszystko jest bez sensu. Ale proszę zwrócić uwagę, że chociażby napisanie tutaj jest już szukaniem pomocy. Warto zrobić teraz kolejny krok i udać się nie do psychiatry, ale do psychologa. Na podstawie Pana listu można wywnioskować, że ma Pan bardzo niskie poczucie własnej wartości. Z jednej strony potrafi Pan wskazać na pozytywne obszary swojego życia (studia, wiedza, żona), z drugiej jednak strony doszukuje się Pan potwierdzenia głosu Pana ojca, że jest Pan do niczego. Czyżby aż tak bardzo chciał Pan spełnić jego oczekiwania? Nad sensem życia i poczuciem własnej wartości może Pan popracować z psychologiem, do czego serdecznie Pana namawiam. Dostęp do dobrego psychologa w swoim mieście znajdzie Pan chociażby za pośrednictwem tego portalu. Nie jest trudne umówienie się na wizytę, trudniejsze jest już znalezienie chęci na walkę z tym, co mi przeszkadza. Proszę zaufać swoim pozytywnym cechom i zawalczyć o siebie. Jeżeli brakuje Panu motywacji, aby zrobić to dla siebie, to proszę zrobić to dla bliskich, którzy zapewne martwią się o Pana. Trzymam kciuki za odwagę. Pozdrawiam 0 Witam, z sensem, zachęcałabym Pana do konsultacji psychiatrycznej, w celu potwierdzenia diagnozy DEPRESJI i ewentualnie zastosowania farmakoterapii oraz wskazane jest równolegle leczenie metodą psychoterapii, pomoc dostanie pan w Poradni Zdrowia Psychicznego NFZ), poprawi się Pana jakość życia. Niska samoocena jest predyspozycja do zachorowania na depresję. Przekonania i opinie na własny temat w oparciu o doświadczenia życiowe wpływają na samoocenę. Szczególnie negatywne komunikaty i doświadczenia w procesie rozwoju są istotą niskiego poczucia własnej wartości. Spróbuj zastanowić się jaką wartość sobie przypisujesz, zastanów się, jak ta opinia wpływa na twoje myśli i uczucia, w związku z tym, jakie działania podejmujesz: 1)Czy doceniasz siebie? 2)Czy lubisz siebie? 3)Czy akceptujesz swoje zachowanie? 4)Jaka jest twoja skuteczność? 5)Czy masz poczucie własnej godności? 6)Jak widzisz siebie? Negatywne przekonania na własny temat - wysoki samokrytycyzm jest wskaźnikiem, który pokazuje, że skupiasz się na własnych słabościach, wadach i jednocześnie nie doceniasz swoich zalet. Emocje, które są synchronizowane z negatywnymi myślami to; smutek, lęk, frustracja, złość, poczucie winy i wstydu. Myśli i emocje mają wpływ na nasze zachowanie - obserwuje się to w różnych sytuacjach; trudność w asertywnym wyrażaniu potrzeb, niezdecydowanie w realizacji planów życiowych. Pojawiają się też dolegliwości somatyczne; napięcie, zmęczenie, ból głowy. Terapia poznawczo-behawioralna pozwala zrozumieć problem, im lepiej rozumiemy problem, tym łatwiej sobie z nim radzimy. Pozdrawiam serdecznie 0 Nasi lekarze odpowiedzieli już na kilka podobnych pytań innych znajdziesz do nich odnośniki: Czy możliwa jest depresja u 18-latki? – odpowiada Mgr Tomasz Kościelny Nie widzę sensu życia. Czy to depresja? Jak ją zwalczyć samemu? – odpowiada Mgr Arleta Balcerek Nie oczekuję recepty na szczęśliwe życie – odpowiada Lek. Marta Mauer-Włodarczak Czy to jakaś nerwica czy zaburzenia? – odpowiada Mgr Bożena Waluś Niskie poczucie własnej wartości i poczucie winy a depresja – odpowiada Mgr Bożena Waluś Życie bardzo boli - co mam zrobić? – odpowiada Mgr Arleta Balcerek Co zrobić, gdy życie przestaje mieć sens? – odpowiada Mgr Joanna Żur-Teper Czuję się fatalnie - jak odzyskać wiarę w siebie? – odpowiada Mgr Arleta Balcerek Moje życie się zawaliło. Co robić? – odpowiada Magdalena Pikulska Depresja? Nerwica? Co się ze mną dzieje? – odpowiada Magdalena Pikulska artykuły
To moment, gdy człowiek czuje się zagubiony i niepewny, ma poczucie wewnętrznego wypalenia i tego, że życie przecieka mu między palcami. Zaczyna kwestionować podstawy swojego życia, jego sens, wartość i cel. Nie widzi przyszłości, czuje że nie ma nią wpływu i nie jest w stanie sterować swoim losem. Najlepsza odpowiedź jak chcesz żeby polubiły cię w klasie a nawet w szkole to słuchaj sie moich rad po stań przed lusterkiem i powtórz sobie że jestem fajna i każdy mnie lubi chowaj się po kontach się uśmiechaj i nigdy nie chudź ponura bój się rozmawiać ze swoimi rówieśnikami bo jak cie lepiej poznają to na pewno cię polubią szczera ale nie do bólu i pamiętaj nikt nie jest doskonały ale i niedoskonali i żadne życie nie jest bez sensu i pamiętaj rozmowa jest prawie najważniejsza Odpowiedzi Auril odpowiedział(a) o 01:26 Nie jesteś sama.. a wiesz dlaczego?? Bo tak jak Ty, przeciętnie w Polsce myśli pare tysiące nastolatek. Jest wiele takich osób. To, że gdy jest źle myślimy o samobójstwie to raczej normalne, jednak na myśleniu powinno się skończyć. Musisz wziąć się w garść. Przede wszystkim spójrz w lustro i powiedz głośno co Ci się w sobie podoba. Na pewno coś jest. Ładne zęby, prosty chód, cokolwiek. Następnie ćwicz uśmiech. Ale nie taki sztuczny, szczerzący się. Normalny, naturalny. Ludzie lgną do tych, którzy są zadowoleni z siebie i dużo się uśmiechają i jest to zupełnie naturalne. Dzięki temu znajdziesz na pewno jakąś koleżankę albo kolegę. Rozejrzyj się wokoło. Może w klasie jest jakaś dziewczyna czy chłopak i tak samo nie ma z kim siedzieć, albo pogadać? Przełam się i spróbuj sama podejść i zagadać o czmyś. Choćby o zadanie jakieś. Raz, drugi, trzeci. Poza tym naucz się spoglądać na świat inaczej. Nie widzisz kolorów? Idz do parku..zobacz ile tam jest kolorów. Nie myśl, że to głupie. Ale po prostu spojrz na liście, pozbieraj troche robiąc bukiet. I uśmiechnij się. Jeśli chcesz pogadać. Możesz śmiało pisać gg: 6286847. Neo19 odpowiedział(a) o 00:23 Nie napiszę tu nic odkrywczego i oryginalnego , same banały. Nie znam Cię kompletnie więc kompletnie nie wiem "co jest z tobą nie tak " , być może jesteś nieśmiała i kiepsko nawiązujesz nowe kontakty . Wtedy musisz sie przełamać , nie ma innej rady . Najlepiej zaczać od jakiś anonimowych rozmów w necie , zobaczysz z czym to się je i przeniesiesz to na grunt rzeczywistości. O nożach na pewno zapomnij , bo to żadne rozwiązanie i przez to jeszcze tylko się pogrążysz i ośmieszysz . kaja312 odpowiedział(a) o 07:36 W dzisiejszych czasach wizyta u dobrego psychologa to nie wstyd a w przyszłości osiagniety sukces i zupełnie inne z pedagigiem szkolnym ,jezeli on nie bedzie umiał pomóc ci w rozwiązaniu twoich problemów umowi cie na wizyte z psychologiem, razem znajdziecie przyczyne dlaczego tak się dzieje ze nikt nie chce siedzieć z tobą w ławce,być może przyczyna nie jest tak straszna zeby myśleć o użyciu noża kuchennego .I ptoszę ,nie mów że jesteś straszna ,podnieś swoją samoocenę,jeżeli sama zaczniesz siebie lubieć i akceptować uwizerz że inni też to zrobia powodzenia! garfield odpowiedział(a) o 09:15 nie znam cie wiec tylko zaproponuje ....zebys nabrala optymizmu rozmowa z psychologiem tez nie zaszkodzi -pomoze takiej osobie mozna zaufac chodzi do psychologow po porade mnostwo osob obecnie to wrecz modne . trzymaj sie pozdrawiam Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub
Moje życie nie ma dla mnie sensu. W tym roku kończę liceum. Matura. Studia? Nie mam żadnego planu na przyszłość. Nie chce mi się nawet planować. Wszystko mnie przerasta. Chciałabym być taką marionetką, którą ktoś kieruje i każdy jej ruch jest zależny od kogoś innego. Boję się, że nie poradzę sobie w życiu.
Lech Dyblik to aktor znany z kilkudziesięciu filmów, seriali i wielu ról teatralnych. Debiutował pod koniec lat 70. i szybko odnalazł się w show-biznesie. Niestety w parze z sukcesem szedł alkoholizm i najgorsze myśli. Dopiero po latach zrozumiał, że jego życie nie jest Dyblik na planie serialu "Blondynka"Źródło: AKPA, fot: AKPATrudno sobie wyobrazić takie produkcje jak "Ogniem i mieczem", "Pierwsza miłość", "Przedwiośnie", "Londyńczycy", "Zemsta", "Wesele", "Wiedźmin", "Blondynka" czy "Świat wedlug Kiepskich" bez Lecha Dyblika. Zanim jednak aktor zagrał w tych filmach i serialach, mierzył się z poważnymi problemami, które mogły go kosztować Zanim podjąłem leczenie, myślałem, że samobójstwo będzie najlepszym pomysłem. Uważałem, że moje życie nie ma sensu, szkoda wysiłku - wyznał portalowi Aleteia. - Dziękuję Bogu, że nie skończyłem ze sobą. Okazało się, że moje życie jest atrakcyjne i pełne satysfakcji! - dodał aktor, który nie pije od prawie trzech dekad i jest twarzą kampanii antyalkoholowych. Gwiazdy, które przyznały się do depresjiSwoim przykładem dzieli się także z więźniami. Aktor jeździł do kryminałów, gdzie podnosił na duchu ludzi, z którymi kiedyś mógł się utożsamiać. - Więźniowie mają poczucie, że są nikim, ich życie jest skończone. Ja im mówię: "Nie! Jeszcze wiele przed tobą. Wszystko można zmienić!" - dodał aktor. Niedawno ogłoszono, że "Świat według Kiepskich", w którym Dyblik od 2010 r. grał drugoplanową rolę Badury, nie doczeka się nowych odcinków. Aktor nie narzeka jednak na brak zajęć. Już teraz powstają trzy filmy z jego udziałem: "The Delegation", "Skarbek" i "Magiczny kwiat paproci". Jeśli znajdujesz się w trudnej sytuacji i chcesz porozmawiać z psychologiem, dzwoń pod bezpłatny numer 116 123 lub 22 484 88 01. Listę miejsc, w których możesz szukać pomocy, znajdziesz też podcastów? Jeśli tak, spróbuj nowej produkcji WP Kultura o filmach, netfliksach, książkach i telewizji. "Clickbait. Podcast o popkulturze" dostępny jest na Spotify oraz w aplikacji Podcasty na iPhonach i iPadach. A co jeśli nie słuchasz? Po prostu jakość naszego artykułu:Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści. Znowu się zaczyna , znowu myślę żeby zniknąć moje życie nie ma sensu , dlatego życie tak bardzo mnie krzywdzi , co ja komu zawiniłam . Jestem życiową niedorajdą , życiowym gównem . Czasami ciężko jest mi już tego wszystkiego słuchać , wieczne obelgi , bycie człowiekiem typu: ,,Wynieś , przynieś , pozamiataj " .. Szanowna Pani, Ważną kwestią odnośnie opisanych objawów jest ich czas trwania. Kolejne pytanie to, czy wydarzyło się coś konkretnego, czy zmieniło się coś w Pani życiu przed wystąpieniem objawów, może była to jakaś strata bądź długotrwały stres? Ważna jest również możliwość występowania innych objawów takich jak np. utrata przyjemności z wykonywania rzeczy, które kiedyś przyjemność sprawiały, brak siły, zmiany apetytu w stosunku do wcześniejszych nawyków, zmiany w kwestii snu, częste myśli o śmierci itp. Jeśli Pani objawy trwają co najmniej od 2 tygodni i czuje się Pani źle przez większą część dnia na co dzień, zachęcam do skontaktowania się ze specjalistą (np. psychiatrą). W zależności od sytuacji życiowej, w jakiej Pani się teraz znajduje np. brak lub utrata pracy, brak pomysłu na dalszy rozwój, konieczność przebywania w izolacji lub następstwa długotrwałego przebywania w izolacji, brak wsparcia społecznego- te wszystkie czynniki mogą również powodować Pani stan. Zachęcam do umówienia się na konsultacje (choćby online) z psychoterapeutą. Dzięki temu łatwiej będzie Pani rozpoznać przyczyny, ale również sposoby radzenia sobie w tej sytuacji.
Page 4 Read 24."Moje życie bez niej nie ma żadnego sensu" from the story I will always protect you (W TRAKCIE KOREKTY) by 0Buntowniczka0 (Buntowniczka) with 1
Mam 19 lat jestem mężczyzną. Już przez dosyć długi czasu czuję się przygnębiony, zaczęło się to z pozoru niewinnie, byłem zadowolony z życia normalny, typowy, zdrowy młody chłopak, lecz ostatnio nie odczuwam żadnej radości z życia, nie widzę jego sensu, mam znajomych, lecz z żadnym z nich nie mam bliższej relacji, by komuś się wyżalić lub z kimś pogadać. Czuje się osamotniony i ta samotność mi doskwiera, lecz zaciskam mocno zęby i staram się o tym nie myśleć tylko spełniać swoje obowiązki jakimi jest szkoła i tak w kółko, codziennie to samo. W domu codziennie się kłócą wyzywają i na następny dzień udają, że jest wszystko w porządku, lecz ja tylko milczę i muszę tego wysłuchiwać, moje zdanie się nie liczy, ponieważ zaraz jestem wyzywany od najgorszych, że powinienem do pracy iść, bo żeruje na nich i nic w zamian nie daję - to boli bardzo boli, łzy same lecą z oczu, rodzice zapominają, że się uczę i nie mam wyjścia żadnego muszą z nimi mieszkać. Szkoły nie mogę rzucić, bo bez wykształcenia w przyszłości nic nie zarobię codziennie to same obwinianie mnie o zużycie prądu, bo niby zużywam najwięcej to samo tyczy się gazu, wody. Ja jestem wszystkiemu winien. Lecz siedzę cicho nie odzywam się, bo wiem, że może być jeszcze gorzej. Od dziecka jestem bardzo nerwowy mam tiki nerwowe do dzisiaj - kiedyś ojciec pił, wracał do domu pijany i bił matkę, ja jako młody dzieciak byłem bardzo wystraszony, miałem urojenie, bałem się pewnej postaci, która do mnie zawsze przychodziła - wydaje się to być głupie, ale tak właśnie było, wtedy bardzo płakałem i się bałem. Tiki zaczęły się od poruszania ramionami, potem głową itp., teraz mrugam oczami. Najgorsze jest to, że przechodzi i ciągle wraca po pewnym czasie. Znowu ostatnio mam głupie myśli, wizualizację dotyczące mojej śmierci - próbuję o tym nie myśleć, lecz nie daję rady. Dzisiaj wracając ze szkoły pociągiem zaczęły mi lecieć z oczu łzy tak po prostu, rozmyślając o życie nie widziałem sensu w tym wszystkim. Nie mam się z kim tym wszystkim podzielić w sumie nawet chyba bym nie chciał - po co? By ktoś miał mnie wyśmiać, że w takim wieku i chory na głowę? Prędzej usłyszał bym weź się w garść i to wszystko, próbowałem, ale bez skutku. Jestem strasznie bez życia i zmarnowany, lecz przy wszystkich udaję, że się wszystko w porządku, a mam strasznie ochotę wykrzyczeć co o nich myślę, bo nienawidzę wszystkich dokoła ludzi, którzy mnie otaczają. Wszyscy wydają się być tacy szczęśliwi i radośni ja, tylko gram jak aktor, udaję, że tam jestem szczęśliwy. Stan przygnębiania mam już od ponad 4 miesięcy i nic się nie zmienia, z każdym dniem czuję się jeszcze gorzej. Ciągle łykam leki przeciwbólowe, bo boli mnie głowa non stop - nie wiem z jakich przyczyn, u lekarza nie byłem, bo nie chcę. MĘŻCZYZNA, 19 LAT ponad rok temu Dziecko autystyczne w przedszkolu Autyzm to dziecięce zaburzenie rozwojowe. Częściej występuje u chłopców niż u dziewczynek. Co jeszcze warto wiedzieć na temat autyzmu? Obejrzyj film i dowiedz się więcej o przebywaniu dziecka autystycznego w przedszkolu.
Tłumaczenia w kontekście hasła "ŻYCIE NIE MA SENSU" z polskiego na niemiecki od Reverso Context: Bez niej moje życie nie ma sensu. Tłumaczenie Context Korektor Synonimy Koniugacja Koniugacja Documents Słownik Collaborative Dictionary Gramatyka Expressio Reverso Corporate
nie ma sensu? a to dlaczego? przestań, stało się coś złego, ale każdemu takie coś się zdarza. nie możesz rezygnować z tylu możliwości, jakie daje życie. nie odrazu Kraków zbudowano. świat ma Tobie wiele do zaoferowania, tylko być może siedzisz całymi dniami w domu, dosłownie jak w średniowieczu, nie wiedząc jakie ciekawe rzeczy dzieją się na świecie, być może w centrum Twojego miasta? nigdy nie odbieraj sobie życia z powodu jakiegoś głupiego chłopaka. każdy ma prawo popełniać błędy, i Ty, i on, i musimy się liczyć z tym, że na ludzi nie ma co zawsze liczyć. wypłacz się, odreaguj swoje smutki, i pamiętaj, że zwycięzcą jest nie ten, który ma wszystko podane na tacy, lecz ten który potrafii zachować zimną krew w trudnej sytuacji. faceci to świnie, zwłaszcza, gdy zbyt łatwo damy im siebie zdobyć! szanuj się, i zastanów się jeszcze raz, jaki masz szacunek do samej siebie, i co robisz ze swoim życiem, skoro planujesz się zabić. Coś jest nie tak, pomyśl jak zmienić swoje życie na lepsze, i nie patrz na samotność wielkimi oczami, bo do niej trzeba się uczyć przydzwyczajać, niektórzy w samotności rozwijają pasje, co jest dobre i konstruktywne. 107 views, 3 likes, 1 loves, 0 comments, 1 shares, Facebook Watch Videos from O problemach inaczej: "moje życie nie ma sensu" - na pewno nie raz to usłyszałeś i usłyszałaś i na pewno nie raz tak
zapytał(a) o 19:45 Moje życie nie ma sensu. Hej. Jestem dziewczyną, mam czternaście lat. Imienia wole nie zdradzać. Po prostu chce komuś o tym powiedzieć, a że nie mam komu napiszę to tutaj. Tylko tyle mi pozostało. Więc moje życie nie ma sensu. Rok temu straciłam moją najlepszą przyjaciółkę, teraz nie mam nikogo. Nikt mnie nie rozumie. Mieszkam na wsi, miałam tylko ją. Mieszkała tak blisko. Codziennie się spotykałyśmy. Czasem się kłóciłyśmy, ale od razu się godziłyśmy. Ona jest ode mnie o rok starsza. Zmieniła szkołę, poszła do gimnazjum a ja zostałam jeszcze rok w podstawówce. Właśnie wtedy się wszystko popsuło. Ona poznała inną dziewczynę i się z nią zaprzyjaźniła. Mnie tak po prostu zostawiła, bez słowa. Nawet gdy o tym pisze mam łzy w oczach. Nie wiem dlaczego to zrobiła, przyjaźniłyśmy się tyle lat... I nagle to wszystko zniknęło. Ja zostałam sama jak palec. Całe wakacje siedziałam sama w domu, rodzice mnie wyganiali na dwór ale ja nie miałam po co iść. Miałam sama siedzieć na dworze i patrzeć jak moja była przyjaciółka cieszy się życiem ? Wolałam siedzieć w domu. To nie było dla mnie łatwe. Chodzę teraz do pierwszej gimnazjum, mam w klasie kilka koleżanek. Ale to tylko w szkole. Gdy jestem w domu, jestem sama. Gdy przychodzi weekend siedzę w domu i nic nie robię. Patrzę przez okno jak inni bawią się na dworze. Ja już nie mam po co żyć. Szkoła, dom, szkoła, dom i tak w kółko. A zaraz koniec roku szkolnego i wakacje. Ja tego nie wytrzymam. Miałam już myśli samobójcze i nadal je mam. Nie chce żeby moja rodzina cierpiała. Chociaż po mnie to raczej nikt nie będzie płakał. Jestem tylko niepotrzebnym nikomu śmieciem, który nie ma życia... Próbowałam wyjaśnić tą sytuacje i odzyskać moją przyjaciółkę. Jednak nie udało się, zresztą mi się nigdy nic nie udaje. Mówią, że prawdziwa przyjaźń jest, a o fałszywą nie warto walczyć. Więc odpuściłam. Nie wiem już co robić. Piszcie co sobie chcecie. Chciałam to tylko wyrzucić z siebie. Mam nadzieje, że mnie zrozumiecie. Myślę, że i tak w najbliższym czasie moje życie sie skończy. Nie ma ono jakiegokolwiek sensu. Codzienna monotonia mnie wykańcza. Odpowiedzi Jak byłam w zerówce miałam to samo co ty, koleżanka poszła sobie to innej klasy niż ja (specjalnie), ona do 1c, a ja do 1b. Tak nasze drogi się rozwiodły. I też znalazła sobie nową koleżankę. Płakałam tak samo jak ty. Miałam wtedy 6-7 lat to za mało by mieć myśli samobójcze. Tak rozumiem cie, zobaczysz, jeszcze będzie cie potrzebowała. ♥stoned♥ odpowiedział(a) o 19:55 Kłótnie z przyjaciółką są normalne. A wręcz potrzebne bo to wzmacnia tą przyjaźń ♥ .Myślę,że Ty również powinnaś znaleźć sb jaką nową przyjaciółkę. Tamta najwidoczniej nie była tego warta skoro znalazła sobie nową. Zobaczysz , kiedyś się na niej przejedzie i będzie żałować , to tyko kwestia czasu,ale pewnie już będzie wtedy za późno. A Ty powinnaś tym bardziej wziąć się za mają naprawdę gorsze sytuacje życiowe a nie na to tak ; są ludzie ,którzy nie mają gdzie mieszkać , są ludzie,którzy mają rodzica alkoholika ( a co gorsza dwóch ) a już najgorsze jak się nie ma w ogóle rodziców. Przemyśl sobie to. Rodzicie mają Ciebie. Ty masz ich . Bez nich nie miałabyś niczego. To chyba dobrze,że się Tobą interesują , troszczą i martwią . Naprawdę , myśli samobójcze nie są tutaj wcale potrzebne. Monotonnia to nic strasznego. Można a nawet trzeba to zmienić. Tylko wystarczy chcieć. Chcieć ! ! ! . A Ty na pewno sb poradzisz. A to,że to tutaj napisałaś świadczy o tym,że jesteś otwarta i nie boisz się ;) . A to już połowa sukcesu :3 . Zastanów się nad tym. Co tak naprawdę jest dla Ciebie najważniejsze. Czy Twoja ( najwidoczniej nie warta ) przyjaciółka czy własna rodzina ! . Mam nadzieję,że pomogłam chociaż troszkę . Trzymam kciuki. Pozdrawiam ;) Uważasz, że ktoś się myli? lub
30.11 2019 1w #mojeżycietożart 07.12.2019 1w #pisze Mój pierdolnik, a kiedyś fakty i ciekawostki ze świata i moje opinie Pls przeczytaj ;-;

Witam serdecznie! Opisywane przez Ciebie pogorszenie samopoczucia może wskazywać na depresję. Typowym objawem depresji jest obniżenie natroju i napędu, spowolnienie, apatia, izolowanie się od innych ludzi, brak odczuwania przyjemności. Depresja najczęściej pojawia się w wieku 20-30 zaś w ok. 30% przypadków może pojawić się przed 20 Czynnikiem wyzwalającym może być sytuacja przeciążenia stresem, straty bliskiej osoby, zmiana sytuacji życiowej. Znajdujesz się teraz w trudnym momencie życia. Nie zapominaj jednak, że bez względu na to, jaką decyzję podejmiesz odnośnie dalszej przyszłości, wyboru kierunku studiów, bedziesz mogła ją zmienić. Wiele osób dokonuje wyboru dalszej drogi życiowej pod naciskiem rodziny. Z czasem zmieniają swoje decyzje. Rozmowa z bliską osobą, przyjacielem, psychoterapeutą może pomóc w zrozumieniu Twoich potrzeb i wyjaśnić wątpliwości. Z pewnością są w Twoim otoczeniu osoby, którym zależy na kontakcie z Tobą, niepokoją się o Ciebie. Być może nie potrafisz teraz tego dostrzec z powodu depresji. Depresja zniekształca sposób myślenia o sobie, otoczeniu i przyszłości. Typową cechą takiego myślenia jest np. pomijanie pozytywnych i informacji oraz wybiórcza uwaga. Postaraj się podtrzymywać kontakt z innymi, przeznaczać czas na relaks, odpoczynek. Polecam Ci również konsultację z lekarzem psychiatrą oraz psychoterapeutą. Bezpłatną pomoc - zarówno wizyty lekarskie, jak i psychoterapię - można uzyskać w publicznych zakładach opieki zdrowotnej lub placówkach niepublicznych, które mają podpisany kontrakt z NFZ. Psychiatra i psycholog przyjmuje zazwyczaj w ramach Poradni Zdrowia Psychicznego. Psychiatra może mieć również gabinet w poradni wielospecjalistycznej. Nie jest potrzebne skierowanie. Na wizytę z reguły trzeba się zapisać z kilkutygodniowym wyprzedzeniem. Możesz również skorzystać z wizyty w ramach prywatnej praktyki psychiatrycznej lub psychoterapeutycznej. Polecam Ci również podręcznik dla pacjentów z depresją ,,Umysł ponad nastrojem" Ch. Padesky'ego. Serdecznie pozdrawiam

Moje życie nie ma sensu – Kamil nie żyje od pięciu lat – mówi Barbara S. – a od trzech przestało istnieć moje małżeństwo. Może nie byliśmy przedtem idealną parą, ale dobrze nam
mante Dołączył: 2015-06-23 Miasto: Liczba postów: 127 23 czerwca 2015, 00:41 i piszę to prosto z serca. nie mam nic. nie wiem co robić. w sumie to zastanawiam się czy jest jakikolwiek sens dalej walczyć. -w rodzinie syf, że aż się rzygać chce -nie mam bliskich znajomych, nikogo (dosłownie). o jakimkolwiek związku nawet nie ma mowy (nie było i raczej nie będzie)-właśnie się dowiedziałam, że nie dostałam się na studia, które były jednym moim marzeniem-mam zryty charakter (tyle wad, że praca nad tym wszystkim to niezła kuźnia) wątpię, że kiedyś uda się mnie zmienićmam teraz w cholerę egzaminów, a sama nie wiem po co to wszystko zaliczać skoro nie chce kontynuować w tym mieście nauki, a na inną uczelnię nie mogę się przenieść (mam za niską średnią)czuję się jak w jakiejś pułapce. nie wiem co robić i nie mogę już tego wytrzymać... chciałabym sobie pomoc, ale nie wiem jak. proszę o jakąś wskazówkę co robić, bo zaraz tu sama oszaleje... Dołączył: 2014-04-23 Miasto: Kraków Liczba postów: 20722 23 czerwca 2015, 01:41 Marudziłaś już kiedyś, prawda? Z innego konta ;) Celowo używam słowo marudziłaś, bo to nie jest zdrowe racjonalne podejście do sprawy. To czy ktoś się wybije czy nie to jest kombinacja wielu czynników: szczęścia, wyników w nauce, doświadczenia zawodowego, tego czy spotkało się po drodze pomocnych ludzi czy żmije, poziomu uczelni, siły własnego charakteru, determinacji, stopnia opanowania sztuki włażenia oknem gdy nie wpuszczają nas drzwiami. To nie działa tak, że jak ktoś ma dwa lata w plecy to powinien się wziąć dwie deski i iść się kłaść na cmentarz, bo jedynym obiektem, który wybuduje będzie własna trumna. Znam masę ludzi, który nie mieli idealnie prostej ścieżki kariery, a większy czy mniejszy sukces odnieśli. Mój własny tata, jest maklerem, żeby nim zostać pracował w banku, bo tam zdobywał potrzebną wiedzę, mimo że nie była to praca jego marzeń. Wyżej wspomniany wykładowca. Moja koleżanka z roku, która ciągnie trzy kierunki, w tym dwa wymarzone i jeden, którego nie lubi, ale za studiowanie którego rodzice jej pomagają finansowo. Ba! Znam chłopaka, który skończył prawo i zaczął medycynę i dziewczynę, która na czwartym roku nielubianych studiów dostała się do wymarzonej szkoły teatralnej. Tylko wiesz dlaczego tym ludziom się udało? - bo potrafili w siebie uwierzyć, nie szukali wymówek, ani usprawiedliwienia żeby móc samemu sobie pozwolić na pogrążanie się w marazmie. mante Dołączył: 2015-06-23 Miasto: Liczba postów: 127 23 czerwca 2015, 01:41 mante napisał(a):Wilena napisał(a):W ramach ciekawostki powiem tak - jeden z wykładowców u mnie na uczelni będąc studentem oblał egzamin z przedmiotu, który teraz wykłada i w zakresie, którego udziela ludziom porad prawnych zarabiając na tym nie małe pieniądze. Opowiada to chyba właśnie po to, żeby dać ludziom przykład, że nie należy się poddawać i porażki naprawdę można zamienić na sukces. Wolisz być teraz dwa lata w plecy, czy przed kolejnych 40 robić coś za czym nie przepadasz i żałować, że nie spróbowałaś po raz kolejny? Na co się dostajesz? Medycyna? Architektura? To chyba norma na tych kierunkach, że sporo ludzi ma parę - rodziny nie zmienisz, ale faceta możesz przecież poznać w każdej chwili - myślisz, że pary dookoła Ciebie się znają całe życie? Też kiedyś musieli na siebie wpaść, przedtem być może też byli sami. Podobnie z przyjaciółmi i znajomymi - po prostu nie zamykaj się (dosłownie i w przenośni) jak chcesz kogoś - nie widzę problemu ;) Sama mam zryty i jakoś żyję - możesz próbować zmieniać coś jeżeli bardzo Ci przeszkadza, ale jakby nie patrzyć to wady są jakąś tam częścią osobowości - każdy jakieś ma, to byłoby przerażające gdyby każdy człowiek na Ziemi stał się nagle idealny, taka inwazja jednakowych cyborgów. architektura... którą niby studiuje na zadupiu. wiem, że to się często zdarza, ale ja mam jednoznaczne skojarzenia: nie udało się=nie nadaję się... nie dość, że jest to kierunek, po którym naprawdę ciężko się wybić to jeszcze na wstępie dwa lata w plecy... to tak obniży moje szanse na sukces, że sama nie wiem czy jest sens walczyć z wiatrakami. wiem, że ludzie się po kilka razy próbują dostać, i się za którymś razem załapią, ale czy wszyscy potem mają satysfakcjonujące życie zawodowe? wątpię. mi się wydaje, że trzeba być jednym z najlepszych, żeby cokolwiek pożytecznego z tego mieć... a tu na wstępie już taki poślizg. nie nadgonię tego już nigdy. taka jest prawda i nie mam co się oszukiwać. teraz mogę tylko marnie łagodzić beznadziejną sytuacje, ale moja szansa już została wykorzystana. jest za późno i nic tego nie poszlam na architekture majac 23 lata. I co? Skonczylam, popracowalam troche. Co do egzaminow wstepnych, to zdawalam na dwie uczelnie, wlasnie jedna to zadupie totalne i tam bardzo kiepsko zdalam rysunek ponoc /na mniej niz niedostateczny/ ...Dwa razy dzwonilam, bo nie wierzylam. Druga polibuda, to tam gdzie chcialam i sie przygotowywalam, zdalam rysunek jako Druga ze wszystkich zdajacych. Czy to nie paradoks jak roznie ocenia sie prace? Trzeba sie uczyc pod konkretna uczelbnie i chodzic na korki do kogos, kto tam wyklada i powie Ci na czym komisja ma bzika w rysunku. Szlifowac reke, matme rozumiec i wtedy sie dostaniesz. Toz u mnie na roku co druga osoba miala 2 lata w plecy, a ja to juz w ogole, bo po drodze zrobilam jeszcze inny, humanistyczny garsc sie wez i dzialaj. wiem, że jesteś po architekturze i pamiętam twoje wpisy odnośnie tego kierunku. wywnioskowałam, że jesteś bardzo niezadowolona... co do mnie: nie chcę tylko dostać się i skończyć, żeby mieć papier i tytuł. ja naprawdę miałam ambitne plany co do mojej przyszłości i ten kolejny rok "przerwy" je całkowicie przekreśla. dlatego piszę, że już nic nie ma sensu, bo jednak coś już straciłam bezpowrotnie. mogę zakasać rękawy, pracować, ale już nigdy nie odzyskam tej szansy. pewnie zostanę na tym cholernym zadupiu i wykształcę się na zgorzkniałą jędze, bez perspektyw na przyszłość. no bo co: rzucę architekturę po to, żeby robić rok przerwy i iść na architekturę?? przecież to jakaś paranoja. ps: poza tym nie ma pewności, że się dostanę za rok mante Dołączył: 2015-06-23 Miasto: Liczba postów: 127 23 czerwca 2015, 01:49 Wilena napisał(a):Marudziłaś już kiedyś, prawda? Z innego konta ;) Celowo używam słowo marudziłaś, bo to nie jest zdrowe racjonalne podejście do sprawy. To czy ktoś się wybije czy nie to jest kombinacja wielu czynników: szczęścia, wyników w nauce, doświadczenia zawodowego, tego czy spotkało się po drodze pomocnych ludzi czy żmije, poziomu uczelni, siły własnego charakteru, determinacji, stopnia opanowania sztuki włażenia oknem gdy nie wpuszczają nas drzwiami. To nie działa tak, że jak ktoś ma dwa lata w plecy to powinien się wziąć dwie deski i iść się kłaść na cmentarz, bo jedynym obiektem, który wybuduje będzie własna trumna. Znam masę ludzi, który nie mieli idealnie prostej ścieżki kariery, a większy czy mniejszy sukces odnieśli. Mój własny tata, jest maklerem, żeby nim zostać pracował w banku, bo tam zdobywał potrzebną wiedzę, mimo że nie była to praca jego marzeń. Wyżej wspomniany wykładowca. Moja koleżanka z roku, która ciągnie trzy kierunki, w tym dwa wymarzone i jeden, którego nie lubi, ale za studiowanie którego rodzice jej pomagają finansowo. Ba! Znam chłopaka, który skończył prawo i zaczął medycynę i dziewczynę, która na czwartym roku nielubianych studiów dostała się do wymarzonej szkoły teatralnej. Tylko wiesz dlaczego tym ludziom się udało? - bo potrafili w siebie uwierzyć, nie szukali wymówek, ani usprawiedliwienia żeby móc samemu sobie pozwolić na pogrążanie się w marazmie. pewnie, że marudziłam, bo ta sprawa mnie gnębi od jakiegoś czasu i gnębić będzie pewnie do końca życia. a że nawet nie mam kogo w realnym świecie dopaść to padło znowu na was... ja wiem, że ludzie walczą i im się udaje, ale u mnie jest za dużo cech wróżących porażkę...chciałabym jeszcze walczyć o siebie. naprawdę. niestety mój plan został tak rozłożony na łopatki, że teraz już nie widzę żadnego rozwiązania tej sytuacji.. rzucić studia? zostać tu? obydwie opcje są śmieszne. Dołączył: 2014-04-23 Miasto: Kraków Liczba postów: 20722 23 czerwca 2015, 02:04 Marudź jak potrzebujesz, po prostu nie wiem po co z innego konta - jak się kogoś kojarzy to się ma mglisty, bo mglisty, ale jednak szerszy obraz sytuacji. Odpowiedz sobie na pytanie co będzie jak nie rzucisz studiów - skończysz architekturę na jakiejś gorszej uczelni, tak? Będziesz miała pewnie mniejsze szanse na dobrą pracę, ale nie zerowe przecież. I co będzie jak rzucisz studia na obecnej uczelni jak dostaniesz się na lepszą - będziesz miała większe szanse na pracę, aczkolwiek zaczniesz ją dwa lata później niż w opcji pierwszej. Każde rozwiązanie ma plusy i minusy, teraz po prostu skalkuluj co jest dla Ciebie ważniejsze. I co oznaczają cechy wróżące porażkę? - moim zdaniem to nie są właśnie cechy, tylko ludzie pozwalają się zepchnąć do roli takiej szarej myszki, wiecznie przestraszonej, wiecznie wycofanej, wiecznie trzymającej się kurczowo starych rozwiązań, tylko dlatego, że te stare, nawet jak są złe, się już zna. Nikt się taki nie rodzi, to przecież my sami i ludzie dookoła kształtujemy charakter. Jasne, jakieś cechy wrodzone się ma - są ludzie, którzy dostali od Bozi jakiś niewyobrażalny talent, albo powalającą charyzmę - ale w większości wypadków to, że ktoś się przebił to wynik jego własnej pracy nad sobą - myślisz, że znanym architektom ktoś rozwijał pod stopami czerwony dywan? Wątpię, myślę, że w większości wypadków musieli się nałazić, nadenerwować, namęczyć jak każdy. Tylko właśnie, łazili, denerwowali się, męczyli, a nie stwierdzali, że nic nie zrobią, bo mają dwa lata w plecy, więc jedynym rozwiązaniem jest siąść i przez 40 kolejnych jak już pisałam, płakać z tego powodu. Teraz Ci się to wydaje szmat czasu, jak masz perspektywę matury i dwóch lat studiów - zobaczysz, że za 20 lat będzie Ci się to wydawało niepoważne skreślać sobie plany z powodu przesunięcia dwóch lat (znaczy nie wiem, jesteśmy w podobnym wieku, ale piszę tak jak mi zawsze starsi ludzie opowiadają, że zupełnie zmienia się perspektywa i to się potem jakoś zaciera wszystko). Dołączył: 2011-03-07 Miasto: Katowice Liczba postów: 496 23 czerwca 2015, 02:21 Skup sie na rozwoju, naucz sie jezyka, popracuj nad swoim charakterem, nabierzesz pewnosci siebie i zaczniesz wierzyc w siebie. Jeszcze nie dawno mialam podobna sytuacje jak Ty, mowilam dookola jakie mam okropne zycie i nie moge nic zmienic...W koncu postanowilam sie wziac za siebie, duzo pomogly mi ksiazki motywacyjne. Wyznaczylam sobie cele zyciowe i moje zycie wyglada lepiej. Nie mam faceta,dlugo nie mialam, ale teraz nawet nie chce, skupiam sie tylko na mi bylam w beznadziejnej sytuacji, wieczna pesymistka, czeste poczucie samotnosci wsrod wielu ludzi, teraz mam inne nastawienie, doceniam to co mam i licze na lepsze tez mozesz! mante Dołączył: 2015-06-23 Miasto: Liczba postów: 127 23 czerwca 2015, 02:32 Wilena napisał(a):Marudź jak potrzebujesz, po prostu nie wiem po co z innego konta - jak się kogoś kojarzy to się ma mglisty, bo mglisty, ale jednak szerszy obraz sytuacji. Odpowiedz sobie na pytanie co będzie jak nie rzucisz studiów - skończysz architekturę na jakiejś gorszej uczelni, tak? Będziesz miała pewnie mniejsze szanse na dobrą pracę, ale nie zerowe przecież. I co będzie jak rzucisz studia na obecnej uczelni jak dostaniesz się na lepszą - będziesz miała większe szanse na pracę, aczkolwiek zaczniesz ją dwa lata później niż w opcji pierwszej. Każde rozwiązanie ma plusy i minusy, teraz po prostu skalkuluj co jest dla Ciebie ważniejsze. I co oznaczają cechy wróżące porażkę? - moim zdaniem to nie są właśnie cechy, tylko ludzie pozwalają się zepchnąć do roli takiej szarej myszki, wiecznie przestraszonej, wiecznie wycofanej, wiecznie trzymającej się kurczowo starych rozwiązań, tylko dlatego, że te stare, nawet jak są złe, się już zna. Nikt się taki nie rodzi, to przecież my sami i ludzie dookoła kształtujemy charakter. Jasne, jakieś cechy wrodzone się ma - są ludzie, którzy dostali od Bozi jakiś niewyobrażalny talent, albo powalającą charyzmę - ale w większości wypadków to, że ktoś się przebił to wynik jego własnej pracy nad sobą - myślisz, że znanym architektom ktoś rozwijał pod stopami czerwony dywan? Wątpię, myślę, że w większości wypadków musieli się nałazić, nadenerwować, namęczyć jak każdy. Tylko właśnie, łazili, denerwowali się, męczyli, a nie stwierdzali, że nic nie zrobią, bo mają dwa lata w plecy, więc jedynym rozwiązaniem jest siąść i przez 40 kolejnych jak już pisałam, płakać z tego powodu. Teraz Ci się to wydaje szmat czasu, jak masz perspektywę matury i dwóch lat studiów - zobaczysz, że za 20 lat będzie Ci się to wydawało niepoważne skreślać sobie plany z powodu przesunięcia dwóch lat (znaczy nie wiem, jesteśmy w podobnym wieku, ale piszę tak jak mi zawsze starsi ludzie opowiadają, że zupełnie zmienia się perspektywa i to się potem jakoś zaciera wszystko). szybciej było założyć nowe konto niż dokopywać się do haseł, ale nie kryję się, że to znowu ja... pozostanie tutaj odpada, bo dopija mnie to miasto, w którym nic się nie dzieje. to hamuje mój rozwój nie tylko na płaszczyźnie zawodowej. zrobienie takiego roku przerwy to teraz ogromne ryzyko. nie będę miała się z czego utrzymać. pewnie musiałabym wyjechać do W-wy (tylko tam się przygotuję do egzaminów). moja mama wpadnie w szał jak się dowie. no i jeśli się nie uda to zostanę z ręką w nocniku. bez studiów tak naprawdę. zarówno jedno, jak i drugie wyjście jest do niczego. pisząc o okolicznościach, które skazują mnie na porażkę miałam na myśli całokształt mojego życia. wiem, że ludziom przytrafiają się różne rzeczy, ale przeważnie każdy ma jakąś deskę ratunku, na którą może liczyć w trudnych chwilach. no ja szukam się co by mogło być dla mnie taką deską i nic nie przychodzi mi do głowy. poza tym mam cechy charakteru, które nie idą w parze z sukcesem i czeka mnie naprawdę ciężka droga, żeby się ich pozbyć. pewnie się taka nie urodziłam, ale moje dzieciństwo to jakaś porażka. jakby to wszystko zsumować to wychodzi totalnie abstrakcyjna wizja dokonania rzeczy niemożliwych. czasem się na to nabieram i próbuję walczyć. jednak zdrowy rozsądek wie, że moje plany są zbyt utopijne, by je zrealizować Dołączył: 2014-09-21 Miasto: Warszawa Liczba postów: 347 23 czerwca 2015, 07:39 A Ty w ogóle chcesz cokolwiek zmienić, czy weszłaś tu tylko ponarzekać? Mam prawie 25 lat i jestem dwa lata w plecy. Nie zdałam w drugiej liceum, później oblałam maturę z matematyki i ustny angielski. Moja średnia w szkole nigdy nie przekroczyła Przynajmniej w gimnazjum/liceum. Chyba nikt nie wierzył, że jestem w stanie dostać się na jakiekolwiek studia, w dodatku nie prywatnie. Dziś studiuję wymarzony kierunek, w tym semestrze moja średnia wynosi w czwartek poprawiam jedyne na 5. Ale nie siedzę na dupie i nie mrudzę, że moje życie nie ma sensu i straciłam jedyną szansę bo to gówno prawda. Zastanów się czego chcesz i jak możesz to osiągnąć, a później weź się do pracy zamiast truć dupę. Dołączył: 2015-05-29 Miasto: olsztyn Liczba postów: 730 23 czerwca 2015, 07:46 weź sie w garsc, a nie wylewasz żale na portalach... sorry, ale wydaje mi się, że masz chwile załamania i teraz będziesz to analizowac Dołączył: 2012-04-17 Miasto: Toruń Liczba postów: 6194 23 czerwca 2015, 08:40 Głowa do góry wszystko sie ułoży Dołączył: 2008-01-27 Miasto: Gdańsk Liczba postów: 1158 23 czerwca 2015, 08:43 Ja mam 4 lata w plecy: rok przez studia, które okazały się niefajne, 2 lata przez studium policealne i rok przez urodzenie dziecka, więc nie narzekaj. Teraz kończę studia, które mi sie podobają, mam fajną pracę, a moje dziecko idzie do 1 klasy. Po pierwsze świat sie nie zawali jak przełożysz wszystkie walące sie plany na za rok, po drugie może to właśnie ma nauczyć cię pokory?Też jestem taka, że wszystko chciałabym na już, a jak dosięga mnie jakies niezaplanowane niepowodzenie to się dołuję. Tak jest z przeciągającym się remontem, czy z praca magisterską, którą bronię w lipcu a miałam w planach obronić się w czerwcu, ale od tego świat się nie zawali. Uczę się dzięki temu pokory, bo nie zawsze w życiu wszystko będzie szło po Twojej myśli, a sukcesem będzie jak nauczysz się sobie z tym radzić. Nie wiem jak na architekturze, ale ja się w życiu przekonałam, że uczelnia i oceny na studiach nie mają znaczenia. W pracy liczą się charakter, umiejętności, wrodzony spryt i zdolności.
Translations in context of "Moje życie nie ma sensu" in Polish-English from Reverso Context: Doszedłem do wniosku, że bez ciebie moje życie nie ma sensu.
Grzegorz C. ACCESS DETEKTYWISTYCZNE BIURO ŚLEDCZE - Twój Prywatny Det... Temat: Moje zycie nie ma sensu Ala S:Po pierwsze to jakos usunac moj defekt i nie byc taka niemota w kontaktach miedzyludzkich, naprawic to wszystko co mi tak przeszkadza, czyli nieumiejetnosc zrecznego wypowiadania sie w roznych sytuacjach, Brak pewności siebie nie jest tragedią. Odsuń od siebie swoje wyimaginowane przywary. Stań się atrakcyjna dla siebie i wtedy zwrócisz uwagę na siebie całego otoczenia. Mam nawet na oku pewne stanowisko, ale poki co nie odpowiedaja na moje CV albo, jesli juz, nie chce mnie bo wlasnie jestem za malo kreatywna albo nie chce bez podania przyczyn (wiec nie wiem co mam naprawic) Gdzie Ty żyjesz?? ;)) Przecież to teraz bardzo modne kiedy nie podasz im telefonu a Oni odpowiedzą, że zadzwonią nie mając do Ciebie żadnego kontaktu ;))) Trzymaj się tego, że jesteś specjalistką w swojej dziedzinie i poczekaj... los jest przekorny i odwraca się do nas z uśmiechem jeśli nawet w niego wątpimy! Nie ma nic od razu, cierpliwość.... cierpliwość.... ;)))Po trzecie, moglabym ewentualnie wygrac na loterii. To nie jesteś sama w tym akurat. Niejedno z nas by tak chciało ;)))Z cala reszta sobie poradzilam. Nie przejmuje sie za bardzo swoim wygladem. Nie lubie go, ale sie nie przejmuje. Staram sie byc czysta i zeby mi gile nie wisialy z nosa, ale pogodzilam sie z tym, ze jestem mysza... No i najpierw dystans do siebie, reszta przyjdzie. ;))Nie cierpie tez jakos z powodu braku przyjaciol. Mam paru, jeszcze z liceum w Polsce, ale tu w Anglii siedze praktycznie zawsze sama, tak juz 4 rok. Czytam sobie ksiazki, ucze sie niemieckiego, planuje swoje podroze... To nie jest dziwne, że na emigracji nie masz przyjaciół ze szkoły.. ale może spróbuj wyjść do ludzi... Zobacz... nie zamykaj się w skorupce.... idź do pubu.... wypij sobie herbatę..... nie musisz pić alkoholu przecież jeśli nie lubisz.... Uśmiechnij się do siebie...... pomyśl pozytywnie.... Już brzmisz o niebo lepiej niż w pierwszym swoim poście ;))) konto usunięte Temat: Moje zycie nie ma sensu Alu przede wszystkim rozważ wizytę u psychoterapeuty. Z tego co piszesz wynika, że bardzo cierpisz i chciałabyś coś zmienić w swoim życiu (masz zatem motywację, a to pierwszy krok w terapii :-) ). Z Twojej perspektywy może Ci się wydawać, że sprawa wygląda "beznadziejnie", ale z perspektywy osób, które znają się na temacie (ogólnie mówiąc problemach w kontaktach międzyludzkich) problem można rozwiązać. Oczywiście jest to kwestia bardzo indywidualna, ale nie jesteś jedyną osobą, która odczuwa dyskomfort w tego typu sytuacjach, o których piszesz. Zatem bardzo zachęcam Cię do tego, byś poszukała kontaktu do psychoterapeuty, w razie trudności chętnie pomożemy w poszukiwaniach (takiego, który byłby blisko miejsca Twojego zamieszkania). Mieszkam w Anglii, tak zeby bylo trudniej. Nie wiem, mam pewne obawy czy psychoterapeuta mi pomoże. Mam wrażenie że to kwestia mojej osobowości i tego nie da sie zmienić, tak samo jak nie nauczę sie śpiewać bo nie mam słuchu. Mogą mnie nauczyć najwyżej jak radzić sobie i nie popadać w doła ale to juz chyba sama wypracowałam - po prostu nie pakuje sie w takie sytuacje. No tylko niestety okazało się, ze dotyczy to tez mojej pracy... Mogłabym spróbować jak będę kiedyś dłużej w Polsce ale boje sie ze stracę fortunę a moje obawy okażą się słuszne... Moja do niedawna współlokatorka była (młodziutkim wprawdzie) psychologiem ale tez mówiła, ze osobowości nie da sie zmienić, można zmienić tylko sposób w jaki pacjent ja ocenia... Ja sie chyba nie dam przekonać, za wiele tego w życiu było żeby to ignorować... Nie chodzi o to, ze jestem negatywna tylko nie chcę akceptować u siebie miernoty, nie uważam ze to byłoby dobre być zadowolonym ze się odwaliło fuszerkę… Gośka J. Urząd Wojewódzki/Wydział Bezpieczeństwa i Zarządzania Kr... Temat: Moje zycie nie ma sensu Ala S: Tylko mi nie mówcie, ze życie jest piękne i cenne. Alu a ja się zastanawiam, czy my jesteśmy w stanie Tobie pomóc skoro już na wstępie swojej historii zamykasz się na tą pomoc?! Dlatego nic jeszcze nie napisałam, bo czytając to, co piszesz zastanawiam się, jaki ma sens to, co mogłabym Ci tu napisać. konto usunięte Temat: Moje zycie nie ma sensu Szkoda, Alu, że odeszłaś.... Wanda B. nauczycielka języka angielskiego Temat: Moje zycie nie ma sensu Jako osoba wykształcona zdajesz sobie sprawę, że Twoje myślenie nie jest korzystne dla Ciebie. Sama siebie wpędzasz w doła. Oczywiście, Twoje życie należy do Ciebie i możesz się zabić, tylko czy tego właśnie chcesz? Nie sądzę, bo gdybyż była zdecydowana na samobójstwo, nie pisałabyś tu, tylko to zrobiła, jak wielu innych.... A może masz depresję? Twoje problemy zawodowe chyba dadzą się jakoś rozwiązać, jeśli jesteś wypalona pracą z ludźmi, zawsze możesz zacząć sprzątać w biurach po godzinach, gdy są puste:). To żart, ale chyba istnieje możliwość przekwalifikowania? Gośka J. Urząd Wojewódzki/Wydział Bezpieczeństwa i Zarządzania Kr... Temat: Moje zycie nie ma sensu Alu uzupełnij profil, byśmy mogli kontynuować temat. Pozdrawiam. Gośka J. Urząd Wojewódzki/Wydział Bezpieczeństwa i Zarządzania Kr... Temat: Moje zycie nie ma sensu Alu powiedz mi, czy jako dziecko, nastolatka, młoda dziewczyna miałaś jakieś marzenia, plany na przyszłość, pasje? Czy było coś, co chciałaś robić i co przynosiłoby Ci zadowolenie? Temat: Moje zycie nie ma sensu też jestem sobkiem, milczkiem i szkolnym podpieraczem ścian... nie mam za wielu przyjaciół ale staram się to usilnie zmienić... jeśli naprawdę chcesz poznawać ludzi to jest do tego odpowiednia literatura... i nie mam na myśli poradników z których zwykle nic nie wynika... ale np. książki o pobudzaniu swojej kreatywności (po to żeby swoje i innych życie umieć rozweselić, ludzie lubią jak coś się dzieje, czemu więc nie pomyślisz o zorganizowaniu koncertu z którego dochód pójdzi ena cele onkologiczne) i o technikach pamięciowych (po to choćby żeby umieć błysnąć jakimś dowcipem w towarzystwie... to zdecydowanie podstawowy oręż na wszelkich międzyludzkich arenach zmagań... i nie tylko czarny humor onkologiczny żeby nie było...) Też jestem przekonany że osobowości zmienić się nie da ale każda osobowość dzięki temu jest ciekawa, bo inna, bo patrząca na świat od nietypowej dla nas strony... Może niedopasowana do tzw. większości ale każda stwora znajdzie swojego amatora... Swoje grono podobnie walniętych osobowości z którym ma się wspólny język... Moim zdaniem o onkologii można np. wiele ciekawego opowiedzieć... książkę całą napisać... jest kilka książek tego typu ale nisza nie jest jakoś bardzo wypełniona (nie ma chyba np. kryminału onkologicznego... na koniec okazuje się że mordercą jest...). Film nakręcić, dokument... że inne co bardziej patologiczne pomysły zostawię dla siebie... konto usunięte Temat: Moje zycie nie ma sensu Założycielka tematu usunęła profil, zatem widocznie nie chce lub nie potrzebuje dalszej pomocy. Uszanujmy to. Zgodnie z zasadami forum - wątek zamykam. Jeżeli założycielka stwierdzi, że chce powrócić do tej rozmowy, proszę o uzupełnienie profilu i napisanie do kogoś z moderatorów na priv, wtedy otworzymy wątek. Podobne tematy Bezpłatne Porady... » Cięzko, nie widzę sensu dalszego życia. - Bezpłatne Porady... » Jak nie prowokować obrony "talentu"? - Bezpłatne Porady... » Pomocy, rozwód czy nie - Bezpłatne Porady... » Coś nie tak w moich relacjach z kobietami - Bezpłatne Porady... » Jaką decyzję wybrać, trwac, czy nie trwać? - Bezpłatne Porady... » Co jest nie tak? - Bezpłatne Porady... » Jak się szybciej uczyć i konsekwetnie? mam dysleksje i... - Bezpłatne Porady... » PROSZĘ O POMOC!!! MOJE UCZUCIA! - Bezpłatne Porady... » jaka szansa na normalne zycie? - Bezpłatne Porady... » nie wiem co robić pomocy - Zobacz 7 odpowiedzi na pytanie: Czy tylko ja uważam, że życie nie ma sensu? Pytania . Wszystkie pytania; Sondy&Ankiety; Kategorie . Szkoła - zapytaj eksperta (1936)
Witam! Nie uważam, żebyś była osobą bezwartościową. Jesteś zagubioną kobietą, którą przerastają problemy. Nie akceptujesz swojego wyglądu, ale nie on jest najważniejszy. Twoje problemy zaczynają się w psychice. Wkroczyłaś w dorosłość, nie czujesz się dobrze w swoim ciele, nie czujesz się wartościowa, Twoja samoocena jest obniżona. Zaburzenia odżywania (anoreksja lub bulimia) nie rozwiążą Twoich problemów, a niesamowicie je pogłębią. Sądzę, że pomoc psychologa byłaby Ci bardzo potrzebna. Psycholog nie powinien Cię wyśmiać, ponieważ Twoje problemy są bardzo poważne. Zastanów się nad tym, praca z psychologiem może przynieść Ci ukojenie oraz pomoc w rozwiązaniu swoich problemów. Będziesz również mogła poznać i zrozumieć swoją wartość i atrakcyjność. Pomyśl także nad wizytą u dietetyka. Sama poznałaś skutki głodzenia się. Nie ma cudownego lekarstwa na odchudzanie. Jednak pomoc dietetyka, odpowiednia dieta i przede wszystkim aktywność fizyczna, mogą dać Ci szansę na uzyskanie wymarzonego wyglądu w sposób nie zagrażający Twojemu zdrowiu. Jeśli obecnie nie czujesz się na siłach, by opowiedzieć o swoich problemach wprost, możesz korzystać z pomocy telefonów zaufania. Uzyskasz tam zrozumienie i wspracie, a także możliwość rozwiązania niektórych problemów. Pamiętaj jednak, że telefon zaufania nie zapewni Ci pełnej opieki i pomocy psychologicznej. Zachęcam Cię do skorzystania z pomocy psychologa i zajęcia się swoimi problemami. Pozdrawiam
Teraz to rozumiem w ten sposób że jak na razie moje życie nie ma sensu ale może go nabrać gdy np. znajde prace itp. To sie wez za nauke, a nie tylko narzekasz, ze rodzice ci sie kaza uczyc. RybkaArchitektka napisał(a):mante napisał(a):Wilena napisał(a):W ramach ciekawostki powiem tak - jeden z wykładowców u mnie na uczelni będąc studentem oblał egzamin z przedmiotu, który teraz wykłada i w zakresie, którego udziela ludziom porad prawnych zarabiając na tym nie małe pieniądze. Opowiada to chyba właśnie po to, żeby dać ludziom przykład, że nie należy się poddawać i porażki naprawdę można zamienić na sukces. Wolisz być teraz dwa lata w plecy, czy przed kolejnych 40 robić coś za czym nie przepadasz i żałować, że nie spróbowałaś po raz kolejny? Na co się dostajesz? Medycyna? Architektura? To chyba norma na tych kierunkach, że sporo ludzi ma parę - rodziny nie zmienisz, ale faceta możesz przecież poznać w każdej chwili - myślisz, że pary dookoła Ciebie się znają całe życie? Też kiedyś musieli na siebie wpaść, przedtem być może też byli sami. Podobnie z przyjaciółmi i znajomymi - po prostu nie zamykaj się (dosłownie i w przenośni) jak chcesz kogoś - nie widzę problemu ;) Sama mam zryty i jakoś żyję - możesz próbować zmieniać coś jeżeli bardzo Ci przeszkadza, ale jakby nie patrzyć to wady są jakąś tam częścią osobowości - każdy jakieś ma, to byłoby przerażające gdyby każdy człowiek na Ziemi stał się nagle idealny, taka inwazja jednakowych cyborgów. architektura... którą niby studiuje na zadupiu. wiem, że to się często zdarza, ale ja mam jednoznaczne skojarzenia: nie udało się=nie nadaję się... nie dość, że jest to kierunek, po którym naprawdę ciężko się wybić to jeszcze na wstępie dwa lata w plecy... to tak obniży moje szanse na sukces, że sama nie wiem czy jest sens walczyć z wiatrakami. wiem, że ludzie się po kilka razy próbują dostać, i się za którymś razem załapią, ale czy wszyscy potem mają satysfakcjonujące życie zawodowe? wątpię. mi się wydaje, że trzeba być jednym z najlepszych, żeby cokolwiek pożytecznego z tego mieć... a tu na wstępie już taki poślizg. nie nadgonię tego już nigdy. taka jest prawda i nie mam co się oszukiwać. teraz mogę tylko marnie łagodzić beznadziejną sytuacje, ale moja szansa już została wykorzystana. jest za późno i nic tego nie poszlam na architekture majac 23 lata. I co? Skonczylam, popracowalam troche. Co do egzaminow wstepnych, to zdawalam na dwie uczelnie, wlasnie jedna to zadupie totalne i tam bardzo kiepsko zdalam rysunek ponoc /na mniej niz niedostateczny/ ...Dwa razy dzwonilam, bo nie wierzylam. Druga polibuda, to tam gdzie chcialam i sie przygotowywalam, zdalam rysunek jako Druga ze wszystkich zdajacych. Czy to nie paradoks jak roznie ocenia sie prace? Trzeba sie uczyc pod konkretna uczelbnie i chodzic na korki do kogos, kto tam wyklada i powie Ci na czym komisja ma bzika w rysunku. Szlifowac reke, matme rozumiec i wtedy sie dostaniesz. Toz u mnie na roku co druga osoba miala 2 lata w plecy, a ja to juz w ogole, bo po drodze zrobilam jeszcze inny, humanistyczny garsc sie wez i dzialaj. wiem, że jesteś po architekturze i pamiętam twoje wpisy odnośnie tego kierunku. wywnioskowałam, że jesteś bardzo niezadowolona... co do mnie: nie chcę tylko dostać się i skończyć, żeby mieć papier i tytuł. ja naprawdę miałam ambitne plany co do mojej przyszłości i ten kolejny rok "przerwy" je całkowicie przekreśla. dlatego piszę, że już nic nie ma sensu, bo jednak coś już straciłam bezpowrotnie. mogę zakasać rękawy, pracować, ale już nigdy nie odzyskam tej szansy. pewnie zostanę na tym cholernym zadupiu i wykształcę się na zgorzkniałą jędze, bez perspektyw na przyszłość. no bo co: rzucę architekturę po to, żeby robić rok przerwy i iść na architekturę?? przecież to jakaś paranoja. ps: poza tym nie ma pewności, że się dostanę za rokmoje niezadowolenie wynikalo z innych rzeczy. Mialam dobra prace, ambitne tematy, nawet bym powiedziala, ze przerastaly moje mozliwosci, a wielokrotnie sobie z nimi poradzilam i radzilaM. Jesli jestem niezadowolona to dlatego, ze ogrom pracy nie jest proporcjonalny do zarobkow. Lepiej skonczyc jakies instalacje, pracy duzo mniej, prosciej, a pieniadze podobne. Robilam duze tematy za kolosalna kase, ale sama mialam z tego ...roznie /robilam do uprawnien/. Mysle, ze niezadowolenie tez wynikalo z ogromnej presji. To jest zawod ktory sie zmienia. Pamietam jak swietnie mi sie pracowalo, gdy w Polsce byl boom mieszkaniowy, mialam pracy full, szefostwo glaskalo po glowach i jeszcze rozne profity byly, premie itd...I nagle zaczal sie kryzys..ekonomiczny, gospodarczy i budowlany. I mase ludzi zostalo zwolnionych. Wprawdzie prace mialam zawsze, ale zarobki duzo nizsze, a mobing taki, ciagle darcie sie szefow. Isiedzenie w pracy od rana do wieczora, zadnego zycia prywatnego, prawie nicitd..Przepracowalam prawie 5 lat i bylam na skraju ...nie wiem jak to nazwac..zycia? Po prostu mialam wypalenie zawodowe. Choc uwielbialam swoj zawod i nadal go lubie, to nie bylam w stanie juz w nim pracowac. Na szczescie to przeszlo, ale trwalo prawie 3 lata. Co do wybicia sie...Cale zycie przed Toba. Najbardziej utalentowani architekci robia swoje najlepsze dziela po 50 tce. Czytalam kiedys wywiad z architektem Krztysztofem Ingardenem, ktory powiedzial, ze ze swoich wszystkich projektow jakie robil w zyciu, zrealizowal zaledwie 10% Pamietam tez, ze jeden wybitny brytyjski architekt /zapomnialam nazwiska, ale ten juz top na topie/, ktory jest gigantem teraz, to w swoim zyciu 3 razy zbankrutowal i oglosil upadlosc. Jest taki architekt polski, Robert Konieczny, ktory prowadzi po Polsce cykl bardzo inspirujacych wykladow. Ja bylam wprost porazona pozytywnie tym jak on podchodzi do archi, jak tworzy wybitne projekty. Ale tez opowiada jak do tego wszystkiego doszedl...i zapewniam Cie, ze nie jak po rozach. Koniecznie wybierz sie kiedys na jego wyklad. Tez kiedys pracowalam dla wspanialego architekta...z samej gory. Opowiadal o swoim zyciu, mlodosci, jak doszedl. Duzo szczescia mial; znalazl sie wsrod wybitnych ludzi, ale jego mentor np nie poznal sie na jego talencie i nie ukladala sie im wspolpraca. Poczytaj sobie rozne biografie ludzi. Wielu wybitnych architektow przyplacilo to samotnoscia, brakiem dzieci /pewnie dla Ciebie teraz to nie ma znaczenia/. Bedzie co ma byc. Duzo pracuj, ucz sie programow. Startuj w konkursach. I dzialaj. Read nie chcę from the story Pierdolnik(czyli moje życie nie ma sensu) by KacperDaryushevich (Metalhead \m/) with 10 reads. mojeżycietożart, ruskietechno, życi

zapytał(a) o 10:23 MOJE ŻYCIE NIE MA SENSU Co ja mam zrobić ? Zaczęły się wakacje a ja powinnam się cieszyć , a codziennie płaczę i jestem smutna,,,Teraz idę do 1 gimnazjum. Na początku 6 klasy zaczęłam zadawac się z pewnym przystojnym i lubianym chłopakiem(zostaliśmy szczęsliwą parą) do czasu... wszystko się zepsuło .. Od 6 klasy dużo osoób mi dokucza ,... Ten chłopak teraz traktuje mnie okropnie... jest hamski itp. Jak się okazało chciał żebym się odczepiła... Nie mam najlepszych przyjaciół,z rodziną nie mam najlepszego kontaktu a chłopak ? Brak. Nie mam poco żyć. Ani pasji ani zalet., Już jak miałąm 8 lat miałam dosyć że rodzice nie maja dla mnie czasu, a ojciec ma Mały problem z alkoholem. Dlatego juz wtedy wzięłam do ręki nóż i przyłożyłam sobie go do szyi. Zaczęłam płakac ale wkońcu się nie odważyłam... Terazn kiedy mam już 13 lat myślę o przedawkowaniu tabletek nasennych,... Nie wiem co robic.. Wakacje miną i znowu zaczną mi dokuczac itp. bez sens... Szkoły nie zmienie, bo moi rodzicę się nie zgodzą,poruszyłam już tą miec kompleksy itp. Nigdzie nie chce wychodzić bo n. ten chłopak albo inni mówią " miało byc tak fajnie ale ty przyszłas " itp. smutno przykro... Nie wytrzymuje już ! Odpowiedzi blocked odpowiedział(a) o 10:32 życie zawsze ma sens zawsze jest jakiś powód żeby żyć choćby najmniejszy , ale jest. wytrzymaj i nie wyrzekaj się cierpienia , bo ono prowadzi do zbawienia tylko przez cierpienie możemy być zbawieni . Jezus też cierpiał i choć był synem Bożym wystarczyłoby jedno słowo i wykończył by tych ludzi , którzy go bili , ukrzyżowali , ale on nie chciał , bo kocha każdego z nas do tego stopnia , że umarł dla nas na krzyżu . on cie kocha . nie poddawaj sie nigdy i uwierz mi wytrzymasz więcej niż myślisz, że jesteś w stanie wytrzymać , a po samobójstwie w cale nie jest koniec jest jeszcze gorzej , a jak cie odratują to wgl nie będziesz mieć życia w szkole. Nie możesz tak mówić! Samobójstwo to nie jest rozwiązanie nie zwracaj uwagi na tych ludzi sprzeciw się im pokaż, że nie można Cię tak traktować W Polsce istnieje numer pomocy dla dzieci i młodzieży numer to 116111 może Ci pomogą. I pamiętaj samobójstwo to najgorsze co może być ;) Panigale odpowiedział(a) o 10:36 Dziewczyno! Daj sobie spokój. Dopiero idziesz do gimnazjum. Związki w tym wieku nie mają żadnej przyszłości, zwłaszcza jeśli chłopak w tym wieku robi z sobą coś takiego. Poczekaj kilka lat aż znajdziesz normalnego chłopaka, który będzie Cię traktował jak księżniczkę. Dotnij im;) Ale nie przesadź bo oni nie są warci poświęcania czasu;)Przyjaciele, miłość, poczekaj jeszcze... To nie ta pora. Powiedz mamie, a jak jest tak źle to powiedz jakiemuś pedagogowi itp... albo babci czy dziadkowi;) A i posłuchaj sobie, że życie ma sens od Zbuka <3 Może pomóc. Pamiętaj, że w życiu musi być pod górkę, żeby później było z górki iswiki odpowiedział(a) o 13:04 Nie smutaj ;-; Miałam podobnie ale zaczęłam się przeciwstawiać ludziom. Wiedzą że potrafię się obronić i im dogadać a jak nie pomoże to miej to gdzieś! Mi pomogło i dali mi spokój. Aha i jeszcze jedno... nie użalaj sie nad sobą dziewczyno! To będzie dla nich znak że udało im się wyprowadzic ciebie z równowagi! Nie okazuj przy nich słabości, a pomoże! Jeśli choć trochę dasz im znak że sie poddajesz będą to wykorzystywać i nie przestaną. Uwierz mi a zadziała. Miałam podobną sytuację w szkole co ty i to przez 3 lata. W końcu jak przestałam się nad tym użalać dali mi spokój. xVertenx odpowiedział(a) o 13:19 Musisz dać rade jeszcze 3 lata a potem twoje zycie na pewno poprawi sie na lepsze a jak ktos bedzie cb wyzywal nie daj po sobie znac ze wgl to slyszysz po czasie sie odczepia Miraakos odpowiedział(a) o 00:42 Sadzac po jej aktywnosci to albo sie zabila albo porzucila zapytaj. A szkoda bo to ch*j nie problem. Zrewala z chlopakiem i juz zycie nie ma sensu XDD blocked odpowiedział(a) o 15:53 Ej trochę mnie to stresuje... Bo to było jej ostatnie pytanie, już nic innego nie napisała... Kurde weź się w garść! Ni właśnie są wakacje! Jedź na obóz/kolonie baw się, po to jest to wolne! Sama też możesz robić super rzeczy nie potrzebujesz tych idiotow! Poproś rodziców, powiedz im jaka jest sytuacja i bardzo chciałabyś iść do nowej szkoły, kup sobie zwierzątko baw się z nim, jedź na rowerze, na basen, jeżeli masz dużo kompleksów to zmień je, jezeli chodzi o wage to możesz zacząć się odchudzać, zmień to co możesz :) będzie dobrze! Tyle życia przed Tobą! blocked odpowiedział(a) o 10:39 W jakie jest pytanie ?! Bo to wygląda bardziej na oznajmienie "kim ja nie jestem"...Przedawkowałaś to sobie poziom głupoty. Robisz gównoburzę i tragedię byle by się wyróżnić (w końcu to teraz modne). I nie mów ,że tak nie jest. Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub

Ja nie podróżuję, nie zarabiam, niewiele zwiedziłem, nigdy nie zarobię na ZUS, a na koniec zostałem kaleką bez perspektyw, upadlanym przez Państwo, wyzywanym od nierobów i nieudaczników, nie widzę sensu pracy ani życia. Osobiście lubiłem zwiedzać i opisywać małe miasta, nieznane jeszcze turystom. Jednak to nie ma sensu.
veriola 13 czerwca 2014, 19:03 Już tyle razy się tu żaliłam, że nie mam nawet ochoty tego liczyć. Mam dopiero 17 lat, a już nie mam na nic siły. Jestem aspołeczna, nie chce nawiązywać nowych znajomości, bo nie chce,żeby ktokolwiek poznał moją sytuację w domu. Moi rodzice są zadłużeni, ja płaczę po nocach, bo chwilami nie mamy co do garnka włożyć. Mam ogromny problem z akceptacją siebie i każdy się na mnie wypina... Chwilami mam naprawdę dość. Moja pasja, która kiedyś mnie pochłaniała... teraz nie ma dla mnie znaczenia. Jest mi obojętna. Chodzę z podkrążonymi oczami, bo nie śpię po nocach. Uśmiecham się przy ludziach, bo muszę, a tak naprawdę nie widzę dalszego sensu życia.. Zbliżają się wakacje, a ja będę siedziała sama w domu. Nadal zakompleksiona, bez jakiegokolwiek przyjaciela i grosza przy tyłku, by choc raz gdzies pojechać... To wszystko mnie tak boli. Straciłam kontrolę nad swoimi myslami, żyje z dnia na dzień. a ta rutyna mnie wykańcza. Nie mam nikogo, do kogo mogłabym się przytulić, wkoło słyszę awantury i rozmowy o problemach. Już nie wiem co robić...Nie piszcie mi o psychologu, bo on mi nie pomoże.. naprawdę... Dołączył: 2014-05-07 Miasto: Liczba postów: 2641 14 czerwca 2014, 10:16 Jak ktoś jednak pisze o psychologu, to wizyta kosztuje 50 zł w górę za godzinę, a im lepszy psycholog, tym cena jest wyższa, więc choćby ze względu na to możecie sobie darować mądrości (no chyba, że wykupicie dziewczynie jakiś karnet).A może rozejrzałabyś się za jakąś pracą dorywczą? Oderwiesz się od czegoś, będziesz miała swoją kasę i może kogoś w tej pracy poznasz?Nie licz, że to będą jakieś duże pieniądze, ale możesz pochodzić po knajpach/hotelach/sklepach/budkach z lodami czy nie szukają kogoś do pracy, ale rozejrzyj się za posadą jak ktoś chce, to znajdzie pracę, bo będzie chodził aż znajdzie...Ja jestem w tym samym wieku i znalazłam pracę ty nie możesz spać w domu w nocy? Pytam, bo piszesz, że odsypiasz po szkole... Edytowany przez Karmilka 14 czerwca 2014, 10:19 redial 14 czerwca 2014, 10:23 zbierz du... w kroki do psychologa idź i do pracy, dorób coś od razu lepiej będzie a i rodzinie pomożesz. Armara 14 czerwca 2014, 10:51 ... Czy my Polacy na prawdę aż tak lubimy sobie udowadniać kto ma gorzej?... To nie jest udowadnianie kto ma gorzej ale pokazanie że jednak się da, tylko trzeba chcieć i trzeba też coś dać od siebie. A użalanie się nad sobą do niczego dobrego nie doprowadzi. Edytowany przez 14 czerwca 2014, 10:51 nicniepowiem Dołączył: 2014-05-20 Miasto: Liczba postów: 35 14 czerwca 2014, 13:50 Ah. Mialam taka sama sytuacje tylko czworo rodzenstwa i rodzicow ktorzy zawsze kazali wybierac czy mama czy tata. skonczam 18 lat i szkole i wyprowadzilam sie. rodzicow kocham ale nigdy mi z glowy nie wyparuje jak oboje zarabiali tysiace miesieczne i wypieprzali je na bzdury typu spodnie z levisa i wycieczki - swoje nie rodzinne a my czesto pradu nie mieliesmy bo co trzy miesiace odcinali. na rodzicow nic nie poradzisz. musisz zrozumiec ze bedziesz dorosla szybciej niz twoi rowiesnicy i tyle. ciezko jest sie z tym pogodzić ale nie ma wyjscia. Dołączył: 2012-02-07 Miasto: Małe Ciche Liczba postów: 1914 14 czerwca 2014, 16:00 weź się w garść i zmień swoje życie. każdy potrafi narzekać i szukać wymówek do ruszenia tyłka. znajdz jakąś pracę wakacyjną zamiast siedzieć w domu bez grosza przy tyłku i zarób sobie na wyjazd. odśwież swoje pasje, zastanów się co chcesz robić w życiu i to realizuj. uwierz mi, że nie tylko ty masz problemy- możesz wiecznie użalać się nad sobą i narzekać albo wziąć sprawy w swoje ręce. łatwo szukać wymówek, trudniej zacząć coś robić, a jeśli nic nie będziesz robić- nic się w twoim zyciu nie zmieni. na lepsze. Dołączył: 2012-02-07 Miasto: Małe Ciche Liczba postów: 1914 14 czerwca 2014, 16:10 kapuczino napisał(a):strach3 napisał(a):Dopóki nie przestaniesz narzekać i opowiadać o nieistotnych detalach, i nie zaczniesz czegoś robić, nic się nie zmieni. Przestań się mazać i weź się w garść, samo się nie zrobi. Piszesz że nie ma psychologa w Twoim mieście, a w profilu masz "warszawa". Jeśli wolisz siedzieć na tyłku i się mazgaić, to miej pretensje do siebie. Rusz się!świetne rady dla praktycznie dzieciaka, którego rodzice maja pewnie kilkaset zł długu i nie ma wyjścia a z tej patowej sytuacji. Ona już zawsze bezie miała przez to pod górkę. Naprawdę tak ciężko wejść w jej sytuację?. Ciągle awantury o pieniądze, na obiad wciąż ta sam zupa, bez perspektyw na pzrysżłosc. A wy jej radzicie jak dorosłemu człowiekowi, ze ma się wziąć do pracy i w będę przytaczać mojej sytuacji rodzinnej, ale uwierz mi, że to nie jest powód do narzekania. a tym bardziej do twierdzenia, że zawsze będzie miała pod górkę. uwierz mi że nie jest jedyną osobą bez perspektyw na tym świecie, ale to od niej zależy, czy zaliczy się do grona tych, co narzekają i nic nie robią, albo tych, ktorzy przejmują ster nad swoim życiem i starają się zmienić sytuację, w jakiej się znajdują. osoby które się na to decydują mają wiele pracy przed sobą, ale nagroda jest bezcenna i ktoś, kto zawsze miał wsparcie rodziny, miłość, mozliwość spokojnego kształcenia się i rozwijania bez zamartwień o pieniądze, dach nad głową, jedzenie, w pełni tego nigdy nie zrozumie. Dołączył: 2011-08-02 Miasto: Warszawa Liczba postów: 4301 14 czerwca 2014, 16:40 Niestety wygląda na to że musisz wcześniej dojrzeć. Wziąść się w garśc poszukać pracy dorywczej, nie będzie łatwo na to się przygotuj ale niestety takie jest życie że ciągle ma się pod górkę. Z reguły w życiu nic nie przychodzi łatwo i nic nie ma za darmo. Napisałaś że " nie będziesz zarabiać dla rodziców bo oni nie są tego warci " otóż zarabiać powinnaś i będziesz w przyszłości dla siebie nie dla rodziców. Postaraj się rozejrzeć za pracą i zapisz się do psychologa, napewno będzie Ci leżej jak się wygadasz, nie zamykaj się przed światem, bo sama sobie nie poradzisz napewno, nie zakłądaj z góry że psycholog Ci nie pomoże - najpierw spróbuj. Jak nie ma psychologa mieście to poszukaj go gdzieś w najbliższym mieście Ja tez mialam 17 lat jak pierwszy raz poszlam do psychologa i po kazdej wizycie czulam się lzej i mialam wiecej energii do zycia, dojeżdżałam na każdą wizyte 27 km. Napewno nie jest Ci łatwo ale zamykaniem się przed światem ludźmi i ciągłym użalaniem się nad sobą niczego nie zmienisz. Im wcześniej zaczniesz nad sobą pracować tym potem łatwiej Ci będzie w przyszłości. Dołączył: 2006-02-10 Miasto: Gdańsk Liczba postów: 28 14 czerwca 2014, 18:27 Dokładnie, popieram co napisała dużo starsza i z innego pokolenia. Ale, gdy skończyłam 15 lat we wszystkie wakacje i ferie zimowe pracowała, aby odciążyć rodziców w związku z wydatkami na naszą trójkę, bo także się nam nie przelewało. Poza tym twierdzenie - jestem aspołeczna i takie tam - sama się dodatkowo dołujesz. W domu jest trudno i ciężko, ale nie ty ponosisz za to odpowiedzialność, a twoi rodzice. Oni powinni dorosnąć do rozwiązania problemu. Dołączył: 2014-04-17 Miasto: Liczba postów: 28 14 czerwca 2014, 18:40 Nie chce byc wredna, ale laptop i internet jest, a do ust nie ma co wlozyc? czegos nie rozumiem... Dołączył: 2008-01-27 Miasto: Gdańsk Liczba postów: 1158 14 czerwca 2014, 22:23 Armara napisał(a):violent napisał(a):... Czy my Polacy na prawdę aż tak lubimy sobie udowadniać kto ma gorzej?... To nie jest udowadnianie kto ma gorzej ale pokazanie że jednak się da, tylko trzeba chcieć i trzeba też coś dać od siebie. A użalanie się nad sobą do niczego dobrego nie doprowadzi. Dokładnie, to nie jest użalanie, takie są fakty. Chciałyśmy pokazać autorce, że to da sie przeżyć i wcale nie jest taka tragedią jak wydaje sie być w wieku dorastania. Autorka jest w cięzkim wieku, bo z jednej strony nie jest juz dieckie, alez drugiej jeszcze jest, a dzisiejsza młodzież jaka jest taka jest, bywa czasem bardzo okrutna. Już dzieci w pierwszych klasach podstawówki potrafią wyśmiewać się z kolegów, którzy nie mają markowyh butów. Ale trwanie w takim stanie jak autorka nic nie da. Albo trzeba się wziąć za siebie, albo iść po pomoc. W Ośrodkach Pomcy Społecznej w ginach czy miastach sa darmowi psycholodzy. Jeżeli to depresja to sama sobie Autorko nie poradzisz. Jeżeli chcesz coś zmienić w swoim dotychczasowym życiu to musisz coś zadziałać. Jeżeli coś Ci sie nie podoba to zmień to.
Read Tak nie może być from the story Nadałaś sensu mojemu życiu by diamentowa_pysia with 207 reads. kubanczyk, marekkruszel, lukaszwawrzyniak. Pov. MartynaP
Gość js_11 Zgłoś odpowiedź Życie nie ma sensu a ludzki mózg domyślnie jest ustawiony tak żeby generować sens tam gdzie go nie ma i tak człowiek tworzy swój model świata, w którym żyje a który jest iluzją i ma go to doprowadzić do szczęścia, którego nigdy nie ma. Nie teraz, nie tu bo ego chce czegoś więcej a obecna chwila nie jest pełna. Nie jest bo mam marzenia. Byłaby pełna gdyby się spełniły ale się nie spełnią bo tak świat nie działa. Marzyłem bo wierzyłem w iluzję. Nie chcę żeby rządziły mną biologiczne popędy a skoro już rządzą to niech umysł tego nie racjonalizuje i nie tworzy sobie wymarzonego obrazu kobiety, który zawsze będzie nierealny bo obecnie żeby mieć kobietę trzeba mieć podejście, że jak nie ta to inna i nie pokładać wielkich nadziei w związku. Nie ma żadnej odpowiedzi jaki jest sens tego życia i co jest prawdą bo widzimy tylko modele, do których można coś dopasować bądź nie. I żadna psychoterapia nie rozwiązuje tego problemu. Sensu nie ma i nigdy nie będzie a ludzie mogą jedynie stłumić te myśli lub nadać sztuczny sens żeby dało się żyć ale po co w ogóle żyć? Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość photek Zgłoś odpowiedź Skąd możesz wiedzieć , że zycie nie ma sensu ? Tutaj iluzja nie ma nic wspólnego z racjonalnym zrozumieniem świata. Nawet jakby Ci Bóg powiedział, że istanieje sens ludzkiego życia to bys w niego uweirzył w takim stanie jakim jesteś obecnie ? Takie myslenie jest destrukcyjne i to jest własnie iluzja. Dla mnie nie ma takiego czegoś jak sens czy bezsens , życie to tylko część czegoś więcej. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość js_11 Zgłoś odpowiedź Stąd wiem, że nie odczuwam sensu a jedynie bezsens i nikt tego sensu nie zna bo kiedy pytam nikt sensownie nie odpowiada na to pytanie. Bóg akurat gdyby istniał to by wyjaśnił sens ale właśnie dlatego, że nie istnieje i go nie wyjaśnia sytuacja wygląda bardzo słabo. Żadne moje marzenie jakie miałem nie ma prawa się spełnić a i tak te marzenia są bez sensu i jak każde marzenie wynikają z chęci ucieczki przed ego. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość photek Zgłoś odpowiedź Bóg by Ci wyjaśnił i co z tego ? Żyłbyś bardziej szczęśliwy z tym ?Tu raczej nie o to chodzi tylko o Twoje obecne samopoczucie i interpretowanie świata w takich barwach. Właśnie to jest fascynujace , że nie wiadomo i mi się tak żyje lepiej. Jakby je znał to bym stwierdził pewnie , że mój los mniej więcej od narodzin był znany i tylko wystarczy żyć jak po sznurku ... Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź Sensu nie ma i nigdy nie będzie a ludzie mogą jedynie stłumić te myśli lub nadać sztuczny sens żeby dało się żyć js_11, to jest tylko Twoja teza i Twoje subiektywne postrzeganie świata, które prawdopodobnie wynika z kiepskiego samopoczucia, utraconych nadziei, frustracji, że czegoś nie możesz osiągnąć itp. Myślę, że sporo ludzi, mimo różnych trudności i problemów dnia codziennego, dostrzega sens swojego życia i wcale nie jest to żadną iluzją. Mam nadzieję, że Ty też odnajdziesz SENS swojego życia. Pozdrawiam! Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość js_11 Zgłoś odpowiedź Ludzie nadają życiu sens samemu wybierając spośród czegoś co nie ma żadnego sensu. Z tego powodu są wojny i bieda a przecież ci, którzy za to odpowiadają muszą być najsprytniejsi i mają ogromną wiedzę psychologiczną. Skoro dla ludzi sensem jest zawsze kasa/związek/dzieci/kariera/pasja/podróże/religia/ideologia to znaczy, że tak naprawdę nikt nie ma tego sensu tylko łatwiej jest uwierzyć w sztuczny sens niż zdać sobie sprawę, że tak naprawdę nie ma żadnego. Z jednej strony byłoby mniej wojen i konfliktów a z drugiej okropna jest świadomość, że jesteśmy wypadkową matematyki i popędów seksualnych i to kieruje całym życiem ludzi, którzy odpowiadają za nasze losy jak i życiem każdego z osobna (mężczyzn bo kobiety radzą sobie same ale potrzebują faceta żeby mieć z nim dziecko i związki nie wyszły jeszcze z mody a lepszy partner świadczy o lepszym statusie). Związkami rządzi natura i proces ewolucji a człowiek dorabia do tego ideologię miłości. Co jak to się rozpada i zdaję sobie sprawę, że to tylko geny i hormony? I to jeszcze upodobania ulokowane w tak bezsensowny sposób. Równie dobrze mógłbym się zakochać w rowerze a ludzie mówiliby żebym wziął z nim ślub i był szczęśliwy. Ja nie tak odbieram sens i chciałbym żeby to naprawdę miało jakieś głębsze znaczenie. Bez tego ciągle chcę tylko coraz więcej a i tak się nie zaspokoję i kontrolowanie się to męka a brak kontroli to klęska :( Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość gosc9 Zgłoś odpowiedź koles ma racjie, jaki sens zycia? nie ma sensu kazde zycie jest takie same rodzi sie uczy i zapiernicza do roboty, sie meczy, a na starosc trumna czeka. pokolenie za pokoleniem od wiekow tak samo jest, kazdy czlowiek ma ten sam trud, jeden ma tylko wiecej a drugi mniej ale w sumie to samo jest. Sensu niema i gdyby nie strach przed smiercia to by tysiadz razy wiecej ludzi sie zabilo....zycie to piepszona meczarnia a smierc ma nas wyzwolic od tej meki wiec czego sie tak smierci boimy? Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość js_11 Zgłoś odpowiedź Boimy się bo natłukli nam do głowy religijnych bajek a potem to tkwi w głowie - jedni wierzą w piekło a ja w reinkarnację bo nie jestem w stanie wyobrazić sobie nicości. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź ~gosc9 koles ma racjie, jaki sens zycia? nie ma sensu kazde zycie jest takie same rodzi sie uczy i zapiernicza do roboty, sie meczy, a na starosc trumna czeka. pokolenie za pokoleniem od wiekow tak samo jest, kazdy czlowiek ma ten sam trud, jeden ma tylko wiecej a drugi mniej ale w sumie to samo jest. Nie wiem, może jestem dziwna, ale ja widzę sens swojego życia, sens w tym, że się uczę, że "zapierniczam do roboty" ;), że mogę pomóc innym. Dla mnie właśnie to wszystko ma sens! Mogę się ubogacić, stać się bardziej świadoma siebie, więcej się dowiedzieć o sobie, innych, świecie. Pracując, nie tylko zarabiam, by mieć pieniądze, ale ta praca też wpływa na mój rozwój i mogę na coś się przydać innym. To jest cel, to ma sens. A że rodzimy się, starzejemy i umieramy - taka kolej rzeczy... To wcale nie odbiera życiu sensu. Powiedziałabym, że właśnie to sprzyja, by poszukiwać sensu w swoim życiu. No ale jak widać, na tę samą rzeczywistość można patrzeć z dwóch różnych perspektyw ;) Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość js_11 Zgłoś odpowiedź A co z ludźmi nieprzydatnymi nikomu i którzy nie mają celu? Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość Pangolin Zgłoś odpowiedź Hmm ! Tak na prawdę to nie ma ludzi nieprzydatnych. Są tylko tacy, którym się tak zdaje. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość przeczytałam Zgłoś odpowiedź Rozumiem, że chciałeś się podzielić swoimi uwagami na temat życia. Nigdy nie spełnią się Twoje marzenia, to akurat jest prawda. Nie spełnią się nigdy, bo Ty im na to nie pozwolisz. W większości, jak nie wszyscy gonimy za własnymi ogonami. Jedni zataczają duże koła, inni małe kółeczka, bawiąc się przy tym jakotako. Ty swoim ogonem się zadławiłeś na początku tak, że z ogonem połknąłeś i nogi, więc ze zrozumiałych względów nie zrobisz żadnego kroku. A że życie bywa beznadziejne, to akurat nic odkrywczego, wolałabym gdybyś dzielił się czymś, co coś wniesie, bo teraz mieszasz tylko łyżką w próżni. Skoro tak dużo rozmyślasz, to pewnie zauważyłeś, że bardziej cieszą się życiem ci, którzy mierzą się z nim, niż ci którzy płyną z falą, lub stoją w miejscu i rozwazają. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość Pangolin Zgłoś odpowiedź ~przeczytałam Ty swoim ogonem się zadławiłeś na początku tak, że z ogonem połknąłeś i nogi, więc ze zrozumiałych względów nie zrobisz żadnego kroku. A że życie bywa beznadziejne, to akurat nic odkrywczego, wolałabym gdybyś dzielił się czymś, co coś wniesie, bo teraz mieszasz tylko łyżką w próżni. Świetnie to ujęłaś. Całkowicie podzielam poczynione przez Ciebie uwagi. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość js_11 Zgłoś odpowiedź Cieszą się życiem ci nieświadomi, którzy nie rozkminili tylu spraw... Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość xxxxxxxxxxxxxxxxx Zgłoś odpowiedź Mnie też często dopada zwątpienie w sens tego wszystkiego i mojego życia... a szczególnie jak widzę co się dzieje wokół (kłótnie, walka o pieniądze, pracę, zapieprzanie nie wiadomo-za-czym...;) czasem mam tak, że uciekam wręcz od ludzi i chyba najlepiej mi samej ze sobą. I niejedną pracę w życiu rzuciłam, niejeden pracodawca mnie zwolnił... I jak sobie pomyślę, że miałabym znowu jutro wstać i iść np. do pracy, w której miałabym się męczyć, to naprawdę moje życie nie miałoby SENSU. Mało tego, mam już swoje lata i POWINNAM już dawno założyć własną rodzinę ale jak sobie pomyślę, że wtedy to MUSIAŁABYM (już nie miałabym wyboru;) do tej znienawidzonej pracy zapieprzać (zarobić na rodzinę), dodatkowo rodzinę założyłabym "na siłę" bez miłości (jak do tej pory nie przeżyłabym jeszcze prawdziwej miłości), to wtedy moje życie też nie miałoby SENSU. Dlatego ostatnio cieszę się np. z pięknej słonecznej pogody, jak deszcz pada czasem też jest fajnie, podziwiam widoki, chmury na niebie, nie umiem się już doczekać jesieni takiej pięknej polskiej;) chcę widzieć wszystkie kolory na drzewach... a potem to już czekać na pierwszy śnieg, potem na wiosnę,,,;) i to mnie cieszy, w tym widzę SENS. Uwielbiam również słuchać muzyki, lubię jak mi w duszy gra;) I w tym też widzę SENS i przykro mi ale w zapieprzaniu do roboty jedyny (bez)sens jaki widzę, to marna KASA. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź ~js_11 Cieszą się życiem ci nieświadomi, którzy nie rozkminili tylu spraw... Jakaż ja nieświadoma... Wychodzi na to, że nie "rozkminiłam" tyyylu spraw i to czyni mnie beztroską i dostrzegającą sens w życiu. Ale co tam! Niech będzie. ;) Wolę nie "rozkminiać" i nie analizować tych wszystkich spraw i wiedzieć jakikolwiek sens w swoim życiu niż być totalnym malkontentem utyskującym na wszystko i wszystkich wokół (bo ludzie się kłócą, bo żrą się o kasę, bo praca mało płatna, bo ludzie zawistni...). Ja wolę się cieszyć chociażby ze złotej polskiej jesieni czy tego, że mogę posłuchać ulubionej muzyki, o czym napisała xxxxxxxxxxxxxxxxx. js_11, nie dziwię się, że Ty w niczym nie widzisz sensu, skoro na wszystko narzekasz, wszystko krytykujesz, we wszystko wątpisz, na wszystko jesteś nastawiony negatywnie... Twoje życie musi być strasznie przygnębiające i smutne... Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź Js, trochę się pogubiłam w tym co piszesz. Najpierw napisałeś, że marzyłeś, bo wierzyłeś w iluzję. A potem, że marzenie wynikają z chęci ucieczki przed ego. Ciężko mi jedno pogodzić z drugim, czy nie jest przypadkiem tak, że to właśnie ego tworzy iluzję, a nie ucieczka przed nim? W dużej mierze zgadzam się z tym, co napisałeś w pierwszym poście, w ogóle mi się to bardzo ciekawe wydaje. Wracając do głównego tematu, to masz rację-nie ma sensu życia, jesli chodzi nam o jego cel. :D A przynajmniej nie znajdziemy go szukając wytłumaczenia w tym, co należy do świata fizycznego, co nie wykracza poza nasze spostrzeganie. Dlatego właśnie tłumaczenie za pomocą "życiowych" środków do niczego nie prowadzi:" żyję po to, aby zarabać na swoje utrzymanie, po to, aby mieć za po żyć"-Ale po co żyjesz? "Żyję po to, aby rozwijać swoje zainteresowania, po to, żeby czerpać więcej radości z zycia"-no ale po co to życie? I tak dalej. I to mi się wydaje zupełnie logiczne-nie ogarniemy czegoś, na co nie patrzymy z zewnątrz, tylko jesteśmy tego małą cząsteczką. No chyba że użyjemy że tak powiem "narzędzi z zewnątrz", czyli pojęć ze świata nadprzyrodzonego(mistycznych, religijnych, filozoficznych, itp), aby to wytłumaczyć. Może wtedy się to uda, ale też tylko po części moim zdaniem. Więc myślę, że lepiej jest nie przejmować się celem życia, którego nie ma, zamiast tracić energię na jego szukanie. ;) Jeśli komuś bardzo przeszkadza brak sensu życia, to chyba znaczy, że czegoś mu w jego własnym życiu brakuje. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość xxxxxxxxxxxxxxxxx Zgłoś odpowiedź W sumie to kolega poruszył temat ciekawy o dyskusji i za to PLUS:) Myślę też sobie, że ciężko jest odnaleźć sens życia, jeżeli np. miłość jest tylko iluzją. Dla mnie iluzją może być miłość platoniczna. Jeżeli jestem z kimś, dzielę się z nim swoimi radościami i smutkami, jeżeli pomagamy sobie w codziennym życiu, dajemy wsparcie, to miłość nie jest wówczas dla mnie iluzją. Jestem - czuję - istnieję. To dla mnie jest sens życia. Trudno uwierzyć w jego wartości czy sens, jeżeli podważamy cele. Każdy ma w życiu inny cel. To, że ktoś ma np. inny cel niż Ty, to wcale nie znaczy że jego życie jest bez sensu. Ma to sens, tylko że inny niż myślisz. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość js_11 Zgłoś odpowiedź Motywacją ego jest zawsze wiara w iluzję i chęć ucieczki. Pierwsze jest dobre i rozwojowe jeśli traktuje się to jako dopełnienie a nie cel a drugie w jakiś sposób łączy się z pierwszym. Zobacz jest mi źle samemu więc wierzyłem w iluzję, że potrzebuję do szczęścia kobiety a potem okazało się, że to była właśnie iluzja i chęć ucieczki przed samotnością - 2 w 1. Ok piszecie, że pasje są dla ludzi takie ważne ale ja jestem bliski rzucenia swojej pasji właśnie dlatego, że ona nie ma sensu i mimo poświęcania temu energii nie jestem w tym dobry i już nie będę. Nic mnie nie interesuje poza sprawami, których nie da się zweryfikować więc powodują tylko pomieszanie w poglądach i upodobaniach (rozwój duchowy i jeśli miałbym postawić sobie jakiś cel to pewnie byłoby to oświecenie tylko, że nie wiem nawet czy na pewno to jest prawda, ja jednak nie potrafię utrzymać dyscypliny w medytacji bo piję piwo i jem mięso). Ludzie są ze sobą bez miłości, potem są zdrady i rozstania więc z emocjonalnego angażowania się w związek zrezygnowałem, to było iluzoryczne marzenie. Nie umiem ułożyć sobie takiego światopoglądu, który nie miałby żadnych negatywnych konsekwencji dla kogoś (np liberalizm, socjalizm - nie umiem stanąć po żadnej stronie bo wszystkie idee jakie znam niosą więcej szkód niż pożytku). Do tego jestem chory i nie mogę przez to uprawiać sportu co bardzo lubiłem robić. Do tego widzę zło w ludzkich motywacjach i nawet swoich odruchowych zachowaniach czy wypowiedziach a kiedy staram się to obserwować i kontrolować to jest jeszcze gorzej. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość js_11 Zgłoś odpowiedź Poza tym w mojej dotychczasowej pasji motywacją była chęć bycia lepszym co jest niską egoistyczna motywacją i powinienem ją wyplenić z umysłu. Ale bez dumy i postawienia się nad innymi nie widzę sensu życia tylko, że to jest niemoralne tak jak jedzenie mięsa, które jem. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość xxxxxxxxxxxxxxxxx Zgłoś odpowiedź a co konkretnie rozumiesz przez bycie lepszym? jeden wniosek mogę wyciągnąć, przeszkadza Ci, że jesz mięso i gdybyś przeszedł na odpowiednią dietę, to pewnie poczułbyś się lepszym człowiekiem. ale ciekawe co jeszcze? bo nie dla każdego bycie lepszym znaczy to samo. może chodzi o konkretne postawienie celu np. przechodzę na wegetarianizm. i wyszukujesz informacje w necie, pytasz o poradę jak przejść na dietę znajomych, którzy nie jedzą mięsa. wielu ludzi się też spotyka - mam znajomego, który na takie spotkania chodzi, każdy przynosi jakąś potrawę, jest poczęstunek i można porozmawiać... może w Twoim mieście jest coś takiego? najważniejsze, żeby zacząć działać i nie myśleć za dużo, bo samo myślenie sensu życiu nie nada. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość js_11 Zgłoś odpowiedź Chodzi właśnie o moralność jako punkt 1 i np jedzenie mięsa jest niemoralne więc nie chcę tego robić ale przegrywam ze swoją słabością bo wszystkie moje ulubione potrawy są z mięsem a inne rzeczy mogę zjeść przy okazji. Po 2 picie alkoholu - jestem wrogiem tej substancji ale z drugiej strony fajnie iść ze znajomymi i się napić. Zamawiamy np pizzę i powiem, że nie jem mięsa i wszyscy będą się do mnie dostosowywać? Wszyscy będą pić a ja nie? Ktoś powie zmień towarzystwo, ok ale to jest towarzystwo, z którym lubię przebywać a źle się czuję wśród tych ludzi, którzy właśnie rozwijają się duchowo, nie jedzą mięsa, nie tykają używek. Ci znajomi mają podobne zainteresowania do moich, słuchają podobnej muzyki, oglądamy podobne rzeczy, mamy podobne poglądy na wiele spraw ale no właśnie to kolejna rzecz - to jak widzę świat jest całkowitą odwrotnością od rozwoju duchowego i to jak chciałbym żyć jest całkowitą odwrotnością od tego jak powinienem żyć i przez to życie jest dla mnie przykrym obowiązkiem jak szkoła i czekam aż się skończy jak najszybciej. Kolejna sprawa to pasja, po to rozwijam talent żeby być w tym lepszym od innych. Muszę zrezygnować z bycia sobą albo żyć tak jak nie powinienem. Mogę mieć swoje cele, które obecnie chciałbym spełnić ale to stłumiłem tylko, że to jest z pkt widzenia wszechświata całkowicie bez sensu i z mojego pkt widzenia nie do realizacji. Widzę jak żyją ludzie, w pogoni za pieniędzmi, w strachu przed odrzuceniem lub w takiej sytuacji jak ja - żyjących bez celu oraz fanatyków, którzy bronią swojej wersji świata, mają jakieś cele, które dla mnie nie mają żadnego sensu i są totalnie przyziemne i jeszcze są ludzie religijni atakujący teoriami, przed którymi nie umiem się bronić a się ich boję i myślę, że to prawda jak np karma, reinkarnacja co jest totalnym przekleństwem i takim wiecznym piekłem w moim wyobrażeniu. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość xxxxxxxxxxxxxxxxx Zgłoś odpowiedź bo życie to kwestia wyborów. sam podejmujesz decyzje. ja Ci tylko podałam przykład, co możesz zrobić aby coś zmienić w swoim życiu. tak gościnnie od czasu do czasu tu zaglądam. jak mam problem, to zawsze ktoś odpisze albo pomoże i to jest takie fajne, że moje wpisy nie pozostają bez odpowiedzi:) i w sumie zaciekawiło mnie to co napisałeś. tylko, że ja już nie chcę się zastanawiać nad tym, że życie nie ma sensu. wolę/chcę myśleć że jednak ma sens. i jak tak pomyślę, to czuję się lepiej. i to najważniejsze. chyba jednak wolę myśleć bardziej pozytywnie. co do tego wegetarianizmu, to kiedyś nie jadłam mięsa, teraz jem i jakoś mi to nie przeszkadza. a jak mi będzie przeszkadzało, to z powrotem przejdę na dietę i nie zamierzam się przejmować znajomymi, bo najważniejsze jest dla mnie to, czego ja chcę. aha i wolę żyć Tu i Teraz, po co mam myśleć o śmierci albo o tym czy moje życie ma sens? miałam kiedyś do czynienia z osobami starszymi obłożnie chorymi, na lekach bez świadomości. wiem co to jest demencja starcza. są ludzie "rośliny". są osoby, które były zdrowe, przeżyły wypadek i walczą o życie. są osoby niepełnosprawne, które mają niesamowitą siłę i wolę walki, zdobywają szczyty gór. czy ich życie ma sens? chcę się CIESZYĆ tym co spotyka mnie dziś, dostrzegać jakieś pozytywy nawet w sytuacjach trudnych. nie chcę myśleć o śmierci o tym, czy życie ma sens. mam tylko JEDNO życie. i może ono nie ma sensu ale jestem i piszę:) Może moja opinia też jest bez sensu ale powiem Ci, że to takie fajne uczucie móc wyrazić swoją opinię. I tak napisałam, bo chciałabym Ci jakoś pomóc... nie wiem czy pomogłam... bo wieeesz to takie bez sensu gryzmolenie:) Pozdrawiam Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość js_11 Zgłoś odpowiedź Też bym wolał myśleć, że życie ma sens ale wtedy oszukiwałbym się a ja tak nie umiem. Co z tego, że podejmuję decyzję skoro nie mam wpływu na to między czym wybieram? To fałszywy wybór tak jak w supermarkecie gdzie kładą towary tak żeby klient jak najwięcej kupił i myślał, że to jego wybór a nie marketingowe ułożenie półek i reklam. Tak samo teraz mam wybór, który jest tylko pozorny i wolałbym wybrać nieistnienie gdybym miał możliwość. No widzisz a ja mam np problem bo jedzenia mięsa nie da się moralnie wytłumaczyć i jedyne co można zrobić to uznać, że moralność jest niepotrzebna bo i tak nie spotka mnie żadna kara za złe uczynki. Zabijanie dla przyjemności i hodowanie zwierząt specjalnie po to. No ale odstawię mięso dla moralności rezygnując z tego co lubię i gdybym tak odstawił wszystko co lubię musiałbym zostać ascetą. A tego czy życie jest jedno nie wiemy. Dziękuję, że chcesz mi pomóc, to chyba jedyny pozytyw na tym świecie, że ludzie sobie pomagają. Tylko, że sens od tego się nie pojawia a ja dalej nie wiem jak sobie z tym poradzić. Zakładając ten wątek liczyłem, że ktoś napisze, że faktycznie nie ma sensu ale w jakiś sposób mogę sobie z tym poradzić i się pogodzić ale chyba jednak nie ma takiej możliwości. Wszystkie moje problemy jakie mam są bez rozwiązania a problemy wielu innych ludzi potrafię rozwiązywać. Widocznie muszę mieć takie, których nikt nie potrafi rozwiązać. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość Pangolin Zgłoś odpowiedź Szanowne Panie ! Zwracam się do Was, bo poza założycielem tematu póki co wypowiadały się tu tylko kobiety. Jesteście wspaniałe. Z zainteresowaniem czytacie rozważania js_11 i coś mi się zdaje, że nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, jak mu pomagacie pisząc swoje posty. Otóż w moim głębokim przekonaniu, to nie jest tak, że js_11 nie widzi w życiu sensu, ale sensem jego życia jest pisanie na forach o braku sensu. Dzięki Wam może rozwijać swoje zainteresowania, bo ma komu prezentować swoje wywody i ma z kim wieść polemiki a o to przecież chodzi. Jeśli chcecie poznać całą złożoność jego filozofii to proponuję, abyście zajrzały na temat "sposoby na szybką i łatwą śmierć" a także na temat "podobają mi się pulchne kobiety". Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi

może nie spotkałaś na swojej drodze tylu osób co ja, które Cie przekonały, że sens ma tylko dobro ich własnego tyłka w danej chwili

mante Dołączył: 2015-06-23 Miasto: Liczba postów: 127 23 czerwca 2015, 00:41 i piszę to prosto z serca. nie mam nic. nie wiem co robić. w sumie to zastanawiam się czy jest jakikolwiek sens dalej walczyć. -w rodzinie syf, że aż się rzygać chce -nie mam bliskich znajomych, nikogo (dosłownie). o jakimkolwiek związku nawet nie ma mowy (nie było i raczej nie będzie)-właśnie się dowiedziałam, że nie dostałam się na studia, które były jednym moim marzeniem-mam zryty charakter (tyle wad, że praca nad tym wszystkim to niezła kuźnia) wątpię, że kiedyś uda się mnie zmienićmam teraz w cholerę egzaminów, a sama nie wiem po co to wszystko zaliczać skoro nie chce kontynuować w tym mieście nauki, a na inną uczelnię nie mogę się przenieść (mam za niską średnią)czuję się jak w jakiejś pułapce. nie wiem co robić i nie mogę już tego wytrzymać... chciałabym sobie pomoc, ale nie wiem jak. proszę o jakąś wskazówkę co robić, bo zaraz tu sama oszaleje... mante Dołączył: 2015-06-23 Miasto: Liczba postów: 127 23 czerwca 2015, 18:04 Na telefon i to z dziekanatem nic nie zdzialasz. Jedyne co to jechac i umowic sie wczesniej z dziekanem tej uczelni /w trakcie jego dyzuru/. Porozmawiac, podac powody...ale nie takie, ze nie lubie swojej uczelni. Inne...ze rodzice sie przeprowadzaja, albo ze masz taki sentyment do tego miasta i nie widzsz przyszlosci gdzie indziej. Albo, ze marzylas o tej i o tej polibudzie...Nie sie tez umowic czy przyjsc na dyzur z dziekanem do spraw studentow; To sa tez osoby decyzyjne /i zazwyczaj bardziej miekkie/, albo jesli sie spodobasz /uwierz, ze takie rzeczy sie dzieja/, to moga wplynac na decyzje dziekana o przyjeciu Cie. Miej przygotowane papiery przed soba, wniosek napisany, dokladnie przemysl sobie co chcesz im jednak na telefon. A juz w ogole z babkami z dziekanatu. szczerze mówiąc myślałam, że oni tam mają jakieś żelazne zasady, których przestrzegają przy przenosinach (tak jak to się dzieje przy rekrutacji na 1 rok)... no to teraz pasowałyby przyjąć jakąś strategię, bo całej Polski raczej nie obskoczę osobiście Dołączył: 2013-04-05 Miasto: Zielona Góra Liczba postów: 1973 23 czerwca 2015, 18:07 Powiem Tobie krótko- do roboty. Nikt nie dostaje wszystkiego na tacy. Ja oblałam 4 razy egzamin ( strasznie drogi i trudny). A jak obleję 5-ty raz znowu tam pójdę....mimo, że z kasą nie jest dobrze. Edison całe życie pracował nas żarówką.... Zatem przestań ględzić i zacznij działać. Jak Ci to pomoże, posłuchaj Jacka :) Dołączył: 2011-11-15 Miasto: Pod Poziomkowym Krzaczkiem Liczba postów: 14722 23 czerwca 2015, 18:11 tak, maja zelazne zasady...ale rozne rzeczy sie dzieja i cuda wianki. Wszystko jest mozliwe, wlasnie ta droga jaka pisalam. Ja jedynie bym sobie na Twoim miejscu Warszawe odpuscila. Ale probowac mozesz. Poprawilas mi dzisiaj humor wiesz...jakos tak sobie przypomnialam swoj mily rozdzial zycia /a wtedy jaki trudny/ i swoje zmagania z przyjeciem na studia i rozne inne historie. Az mi sie cieplo zrobilo na sercu, bo bylam kiedys na podobnym etapie co Ty /moze nawet gorszym, bo studiowalam kierunek humanustyczny, a jednak udalo mi sie dostac na arch..tam gdzie chcialam/. Wszystko jest mozliwe! I dzieki za takie jakies emocje, mnie kiedys jaka bylam dawno iks lat temu...:) Oderwalas mnie na chwile od terazniejszosci i jakos mi fajnie! :) juljaa Dołączył: 2014-10-12 Miasto: piaseczno Liczba postów: 1703 23 czerwca 2015, 18:15 Spójrz jakoś głębiej na swoje życie, poszukaj sensu, Boga. Szczerze ja tu widzę totalnie porypane priorytety mimo tego że wydają ci się takie "elitarne", mądre. Boisz się choćby najmniejszej porażki, boisz się wyjścia źle w oczach innych, boisz się życia. Recept brak. Edytowany przez juljaa 23 czerwca 2015, 18:16 mante Dołączył: 2015-06-23 Miasto: Liczba postów: 127 23 czerwca 2015, 18:19 RybkaArchitektka napisał(a):tak, maja zelazne zasady...ale rozne rzeczy sie dzieja i cuda wianki. Wszystko jest mozliwe, wlasnie ta droga jaka pisalam. Ja jedynie bym sobie na Twoim miejscu Warszawe odpuscila. Ale probowac mozesz. Poprawilas mi dzisiaj humor wiesz...jakos tak sobie przypomnialam swoj mily rozdzial zycia /a wtedy jaki trudny/ i swoje zmagania z przyjeciem na studia i rozne inne historie. Az mi sie cieplo zrobilo na sercu, bo bylam kiedys na podobnym etapie co Ty /moze nawet gorszym, bo studiowalam kierunek humanustyczny, a jednak udalo mi sie dostac na arch..tam gdzie chcialam/. Wszystko jest mozliwe! I dzieki za takie jakies emocje, mnie kiedys jaka bylam dawno iks lat temu...:) Oderwalas mnie na chwile od terazniejszosci i jakos mi fajnie! :) nie spodziewałam się, że takim truciem można komuś poprawić humor :) co do Warszawy to zastanawiam się czy na niestacjonarne nie byłoby takiej opcji... bo stacjonarne to wiadomo, że poza zasięgiem. poza tym tak najbardziej mi właśnie na tej W-wie zależy. już nawet byłabym gotowa płacić Dołączył: 2011-11-15 Miasto: Pod Poziomkowym Krzaczkiem Liczba postów: 14722 23 czerwca 2015, 18:19 aa i chyba jednak zadzwonilabym do dziekanatu zapytac o dyzur dziekana i prodziekana /pewnie rozne dni, sprobuj w wakacje/ i dodala czy jako nie studnetka tej uczelni mozesz przyjsc, czy musisz sie jednak umawiac indywidualnie mante Dołączył: 2015-06-23 Miasto: Liczba postów: 127 23 czerwca 2015, 18:20 juljaa napisał(a):Spójrz jakoś głębiej na swoje życie, poszukaj sensu, Boga. Szczerze ja tu widzę totalnie porypane priorytety mimo tego że wydają ci się takie "elitarne", mądre. Boisz się choćby najmniejszej porażki, boisz się wyjścia źle w oczach innych, boisz się życia. Recept brak. no w pewnym sensie się zgadzam Dołączył: 2011-11-15 Miasto: Pod Poziomkowym Krzaczkiem Liczba postów: 14722 23 czerwca 2015, 18:21 mante napisał(a):RybkaArchitektka napisał(a):tak, maja zelazne zasady...ale rozne rzeczy sie dzieja i cuda wianki. Wszystko jest mozliwe, wlasnie ta droga jaka pisalam. Ja jedynie bym sobie na Twoim miejscu Warszawe odpuscila. Ale probowac mozesz. Poprawilas mi dzisiaj humor wiesz...jakos tak sobie przypomnialam swoj mily rozdzial zycia /a wtedy jaki trudny/ i swoje zmagania z przyjeciem na studia i rozne inne historie. Az mi sie cieplo zrobilo na sercu, bo bylam kiedys na podobnym etapie co Ty /moze nawet gorszym, bo studiowalam kierunek humanustyczny, a jednak udalo mi sie dostac na arch..tam gdzie chcialam/. Wszystko jest mozliwe! I dzieki za takie jakies emocje, mnie kiedys jaka bylam dawno iks lat temu...:) Oderwalas mnie na chwile od terazniejszosci i jakos mi fajnie! :) nie spodziewałam się, że takim truciem można komuś poprawić humor :) co do Warszawy to zastanawiam się czy na niestacjonarne nie byłoby takiej opcji... bo stacjonarne to wiadomo, że poza zasięgiem. poza tym tak najbardziej mi właśnie na tej W-wie zależy. już nawet byłabym gotowa płacićTo na te wieczorowe mysle, ze masz duuuuze szanse. Znam po tych studiach wiele osob...Po jakis prywatnych uczelniach tam ida, gdzie poziom byl w tamtej szkole, ze pozal sie Boze. Wiec szanse moim zdaniem na te wieczoroewe i platne masz bardzo duze. mante Dołączył: 2015-06-23 Miasto: Liczba postów: 127 23 czerwca 2015, 18:26 RybkaArchitektka napisał(a):mante napisał(a):RybkaArchitektka napisał(a):tak, maja zelazne zasady...ale rozne rzeczy sie dzieja i cuda wianki. Wszystko jest mozliwe, wlasnie ta droga jaka pisalam. Ja jedynie bym sobie na Twoim miejscu Warszawe odpuscila. Ale probowac mozesz. Poprawilas mi dzisiaj humor wiesz...jakos tak sobie przypomnialam swoj mily rozdzial zycia /a wtedy jaki trudny/ i swoje zmagania z przyjeciem na studia i rozne inne historie. Az mi sie cieplo zrobilo na sercu, bo bylam kiedys na podobnym etapie co Ty /moze nawet gorszym, bo studiowalam kierunek humanustyczny, a jednak udalo mi sie dostac na arch..tam gdzie chcialam/. Wszystko jest mozliwe! I dzieki za takie jakies emocje, mnie kiedys jaka bylam dawno iks lat temu...:) Oderwalas mnie na chwile od terazniejszosci i jakos mi fajnie! :) nie spodziewałam się, że takim truciem można komuś poprawić humor :) co do Warszawy to zastanawiam się czy na niestacjonarne nie byłoby takiej opcji... bo stacjonarne to wiadomo, że poza zasięgiem. poza tym tak najbardziej mi właśnie na tej W-wie zależy. już nawet byłabym gotowa płacićTo na te wieczorowe mysle, ze masz duuuuze szanse. Znam po tych studiach wiele osob...Po jakis prywatnych uczelniach tam ida, gdzie poziom byl w tamtej szkole, ze pozal sie Boze. Wiec szanse moim zdaniem na te wieczoroewe i platne masz bardzo duze. ale masz na myśli to, że się przenoszą na n-rok z tych prywatnych uczelni? możesz coś więcej napisać o takich przypadkach z twojego otoczenia? Dołączył: 2011-11-15 Miasto: Pod Poziomkowym Krzaczkiem Liczba postów: 14722 23 czerwca 2015, 18:28 Wiesz, nad tymi wieczorowymi to sie moze zastanow ;) U nas tez byly wieczorowe i kiedys zdawalam z laska egzamin z konserwacji zabytkow. Obie moze bylysmy nie obkute, ale ...ona nie wiedziala sluchaj w jakim wieku byla II Wojna Swiatowa...A o latach ...juz nie wspomne...echh..Ale skonczyla te studia! Mialam praktyki w biurze projektow, bo jej rodzice to biuro prowadzili..I pracownicy /uprawnieni architekcirobili jej dyplom na zlecenie starych, a ta sie wozila tylko autem po miescie/. Wszyscy wiedzieli, ze to dla niej, a starzy, ze takiinwestor sie znalazl :)))Pozniej ona skonczyla jeszcze w Londynie jakis wydzial architektury.. ja przezylam szok, bo naprawde nierozgarnieta osoba to bylo, bez pasji, zainteresowania zawodem..

Cierpienie, śmierć i jego własne niedowierzanie, że zniósł to wszystko. ♟️Polecam Wam książkę, w której australijski wykładowca przekonuje, by zawsze walczyć o życie i nie naruszać reguł gry jak np. szachista, który zrzuca figury z szachownicy tylko dlatego, że nie znalazł rozwiązania.

Najlepsza odpowiedź Nie męcz się, szukaj pomocy. Depresja to nie przelewki, uwierz mi niedługo będzie gorzej. Na pewno znajdziesz psychologa lub chociaż psychiatrę na NFZ, nie będziesz musiała się wykosztowywać. Jak długo utrzymuje Ci się ten stan? Odpowiedzi Moje życie też jest bezsensu. Na początku dźgało mnie delikatnie szpilkami, a teraz wbiła noże. Moja energia do życia spadła na sam dół oceanu atlancytkiego. EKSPERTkarola2672 odpowiedział(a) o 19:46 Zapisz się do psychologa na NFZ, wtedy nie musisz mieć pieniędzy. Poza tym znajdź jakieś pasje w życiu jfdb odpowiedział(a) o 21:04 Idź do psychologa (jeżeli nie stać cię na wizyty prywatne, to idź na NFZ) oraz do psychiatry po leki, bo to raczej depresja i jakieś tabletki by się przydały na to Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub

Moje życie nie ma jasno określonego . celu (R) MLQ10: I am searching for meaning . in my life . nie sensu życia koreluje pozytywnie z cechami osobowości, takimi jak: ugodowość,
N2qpI.